sposoby czytania i na czytanie

Zawsze czytałam dużo, ale mogę pomnieć kilka momentów, gdy zmieniało się to, jak czytam. Jednym z pierwszych kluczowych momentów było, gdy mój tata pierwszy raz zabrał mnie po szkole do biblioteki. Nie skonsultował tego z mamą i w rezultacie, gdy wróciliśmy nieźle spóźnieni, mama była mocno obrażona, bo zdążyła rozważyć pięćdziesiąt scenariuszy naszej śmierci… a ja od tej pory w bibliotece bywałam minimum raz w tygodniu, a raczej częściej.

155x220W domu miałam książek tak wiele, że każdy lekarz oceniłby je jako zagrożenie dla zdrowia (te podłe siedzące w nich roztocza mogą ponoć nieźle uczulać), ale w bibliotece były wszystkie książki Montgomery, nie tylko wszystkie Anie (od babci). Przekopałam się przez Trzech detektywów, wszystkie prawie książki „z punktu widzenia zwierząt” (Tytus Karpowicz!), prawie całą dostępną fantastykę, zwłaszcza serię Prószyńskiego Tajemnica i Przygoda.

W tamtych czasach czytałam obsesyjnie – często więcej, niż jedną książkę dziennie, bo były krótkie. Potrafiłam korzystając z tego, że dom już spał, zasiedzieć się nad książką tak długo, że szłam do szkoły niewyspana. Skończywszy z dziecięcymi półkami trafiłam zaś na kryminały i przerobiłam całą Chmielewską i Christie.

Trochę się to zmieniło w liceum, kiedy dalej czytałam i to sporo – zapisana byłam do trzech bibliotek, śledziłam nowości, przerobiłam obowiązkową znajomość z podsuwanymi przez biblioteki Carrollem i Whartonem (co teraz mnie trochę boli), liznęłam różnych „klasyk” i zaczytałam się w fantastyce. Ale książek czytałam mniej, bo poznałam też fanfiki i to czytanie zjadło część mojego czasu.

Na studiach kolejna ważna zmiana – przerzuciłam się na czytanie głównie po angielsku. Czytałam po angielsku już wcześniej, ale rzadko, bo nie miałam skąd brać takich książek. W tamtych czasach książka w oryginale, kupowana w empiku albo księgarni językowej, była znacznie droższa od polskiego wydania – a jeśli chciało się hardcover, to już w ogóle, cena potrafiła dobić stu złotych (patrzę na was, pierwsze wydania Harry’ego Pottera). A na studiach zapisałam się do British Council i odkryłam brytyjską literaturę współczesną. Potem do biblioteki kanadyjskiej – i odkryłam kanadyjską literaturę. Niestety, osobnej biblioteki dla literatury amerykańskiej nie było, stąd moje braki w tym zakresie. Na studiach nauczyłam się też czytać wiele książek naraz – na zajęcia jedną, dla rozrywki drugą, a jeszcze trzecią do autobusów, bo mieści się w torebce. (Mam teraz taki jesienny/wiosenny płaszczyk z dużymi kieszeniami, do których kieszonkowe wydania się naprawdę mieszczą. Perfekcja.)

Na studiach odkryłam też ebooki i czytanie na komputerze, umożliwiające dostęp do książek, których fizycznie dopaść się nie dało. To też zwiększyło liczbę książek czytanych naraz – doszła książka „na komputerze”.

Po magisterce, gdy wreszcie zamieszkałam z Żoną i połączyłyśmy (częściowo) biblioteki (jeszcze ich większe części siedzą w rodzinnych domach, dopóki nie mieszkamy na swoim), przyjęłyśmy z początku moje skąpe przyzwyczajenia – otóż Żona książki kupowała, a ja nie. Książki były drogie, a ja byłam biedna. Korzystałam z bibliotek i ebooków i uprzejmości znajomych, ewentualnie otrzymywałam prezenty książkowe. Ale nie kupowałam książek ot tak, chyba że w antykwariacie. A tam rzadko było to, co chciałam. Więc teraz obie nie kupowałyśmy za wiele. Trochę, ale mało.

A potem postawiłyśmy własną półkę, odkryłam cud anglojęzycznych antykwariatów wysyłkowych z darmową wysyłką do Polski – i możliwość kupowania książek za 2 funty sztuka – i od tej pory kupujemy książki regularnie. Co ciekawe, kupowanie tanich książek zmniejszyło moje opory przed droższymi zakupami po polsku – tym więc sposobem kilka książek po polsku rocznie też zaczęłyśmy nabywać.

Ostatnią zmianą był otrzymany na urodziny kindle – który bardzo ułatwił mi moje ukochane czytanie „w drodze”. Potrafię czytać książkę idąc po zakupy (a czasem i z zakupów, zależy jak ciężkie siatki). Wracając z pracy. Czekając w kolejce to wręcz obowiązkowo. To są te moje lekkie lektury, nic ambitnego, ale kocham je za to, że sprawiają, że nie irytuje mnie czekanie na tramwaj ani pan odliczający dziesięciogroszówki. Nie tracę czasu – mam jeszcze jedną skradzioną chwilę z książką zanim wrócę do pracy.

I tak na przykład w tej chwili – ambitnie i dla przyjemności powtarzam papierowego, własnego Wielkiego Gatsby’ego (w oryginale, z antykwariatu za 2 funty). Na komputerze kończę Louise Erdrich. Na kindle’u już doczytałam Emmę Donoghue i jeszcze nie wiem, co na następny ogień, ale prawdopodobnie coś lekkiego – na razie nic nie wybieram, bo i tak Żona go teraz używa. A poza tym jak pokazuje widget, mam zaczęte trzy książki, które ruszyłam dawno i troszkę utknęłam, ale dobrze byłoby w 2013 je skończyć. Mam zatem rozgrzebane pięć książek – i to jest całkiem mało jak na mnie, potrafię dobijać do ośmiu-dziewięciu zanim zaczną się alarmowe dzwonki i „nie zaczynaj kolejnej, doczytaj co zaczęłaś”. Strasznie lubię to swoje wielofrontowe czytanie – żal mi tylko, że utrudnia podsumowania „ile stron w tym tygodniu”, bo – doczytałam trzy książki, ale każdą zaczęłam już wcześniej. I zaczęłam dwie nowe książki, ale żadnej nie skończyłam. I jak to liczyć?

Na szczęście jeszcze nie zaznaczam w niedzielę o północy, na której stronie każdej książki jestem, żeby móc to sobie zliczyć. Wszystko przede mną (?) 😉

Reklamy

Informacje o leseparatist

26 lat, nałogowa, entuzjastyczna i obsesyjna czytelniczka. To mój blog o czytaniu - eklektycznym i bezwstydnym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „sposoby czytania i na czytanie

  1. Lamia pisze:

    Pamiętam cię z korytarzy szkolnych z wielkim plecakiem i zawsze z książką w ręce. Prawie nikt nie wiedział jak się nazywasz, do jakiej klasy chodzisz, ale kojarzył plecak i książki albo jak przemykasz między półkami biblioteki XD

    • leseparatist pisze:

      No to chyba dobry sposób na bycie zapamiętaną ;DD Ale ja nie wiem o co ludziom chodzi z tym plecakiem, był *normalny* wcale nie wielki ;D To tylko ja byłam niewyrośnięta na początku. Ale nauczyciele mi to samo mówili na koniec liceum – że pamiętają mnie po plecaku ;_;

  2. mandżuria pisze:

    Bardzo mnie zaciekawiłaś tymi anglojęzycznymi antykwariatami – ja kupuję tanie angielskie książki na allegro, właśnie z takich sklepów (ale one są polskie, pewnie ktoś zwozi tutaj książki z charity shopów), ale może Ty mówisz o czyś innym?
    I w sumie miałam zbliżoną do Ciebie historię mojego czytania i tych kamieni milowych 🙂

    • leseparatist pisze:

      Kiedyś kupiłam parę na allegro, ale koszty wysyłki są tam niefajne :/ Kupuję teraz czasem z abebooks.com – ale ostatnio podrożała tam wysyłka (tzn. to jest strona kompilująca dużo różnych sprzedawców i niektóre wysyłki są droższe a inne tańsze, ale już trudno poniżej 9/6 dolarów coś znaleźć. Kiedyś były takie, że kilka dolarów za pierwszą książkę, a następne b. tanio. Więc używam głównie do akademickich rzeczy, które koniecznie potrzebuje, książka za dolara i 10 dolarów za wysyłkę ;)).

      Ale najbardziej sobie chwalę awesomebooks.com! 😀 Jest brytyjskie, wysyłka dość szybka i przy zakupie minimum dwóch książek – wysyłka do Polski gratis (!), a przy cenach rzędu 2,5 funta na wiele książek… \o/

      A do tego regularnie korzystam z ofert typu 4 za 3, 10/15/20% zniżki i tak dalej. Kiedyś te oferty były w ogóle na wszystkie książki, teraz zwykle tylko na „bargain bin”.

      W ten sposób np. kupiłam sobie książki young adult, którymi byłam zachwycona, a raczej bym w normalnej cenie sobie nie pozwoliła :>

      • mandżuria pisze:

        No tak, na allegro obowiązują zazwyczaj koszty wysyłki według typowego cennika pocztowego, a jaki on jest – to wiadomo niestety. Dzięki za polecenie, zaraz idę oglądać, co tam mają na awesomebooks – bo już ceny mi się podobają, a darmowa wysyłka, wiadomo 🙂

      • leseparatist pisze:

        Daj znać jakie rezultaty ;D My tak Byatt, Sarah Waters, Michaela Chabona, Alice Munro m.in. kupowałyśmy :)) I dużo innej Kanady w sumie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s