wtorkowy wpis #2

Ten tydzień niestety nie był najbardziej czytelniczo owocny, ale zły też nie był 🙂 Dokończyłam… Obrazek

The Woman Who Gave Birth to Rabbits autorstwa Emmy Donoghue, o której już pisałam w poprzednim wpisie wtorkowym. Ostatnie opowiadania mnie nie zawiodły i mogę książkę szczerze polecić, jeśli komuś się taka konstrukcja opowiadań podoba. I nagły współczesny zwrot w ostatnim opowiadaniu – jako jedyne dziejącym się w autorskim tu-i-teraz – stanowił dla mnie dobrą klamrę, chociaż komuś innemu może pewnie zgrzytać.

W następnej kolejności doczytałam wreszcie (po długich wysiłkach) Louise Erdrich The Last Report on the Miracles at Little No Horse. Książkę bardziej doceniam, niż do końca mi się spodobała – składniki były bardzo dobre, ale całość chyba przydługawa i nie zawsze równo wciągająca. To trochę kwestia konwencji – Erdrich to amerykańska pisarka rodzima, czerpiąca z oratury i story cycle. Narratorzy i narracje zmieniają się i przeskakują płynnObrazekie, a mistyka miesza się z seksem. Powieść operuje podwójnym znaczeniem słowa „pasja” – namiętność i męczeństwo. Oscyluje między mistycyzmem a ekstazą, czerpiąc z katolickich źródeł, a zarazem między humorem fekalnym a boskością na podobieństwo opowieści rodzimych Amerykanów. Mamy zarówno trickstera jak i demony. Dobroć przedstawicieli religii i zło w jej instytucji i przymusowości. Były takie fragmenty, które połykałam, a na następnych potrafiłam utknąć i nie móc iść dalej. Opowiada zaś o kobiecie, która na skutek splotu okoliczności w przebraniu księdza ewangelizuje wśród Ojibwe, o jej miłości – fizycznej i seksualnej, ale też do muzyki (jej najważniejszym kochankiem jest na początku Chopin) i „powierzonych jej” ludzi. Agnes / Modeste jest zmienna i poruszająca. Polecam. (Chociaż jeśli idzie o amerindiańską prozę, to dalej nic nie przebiło dla mnie Traplines Eden Robinson i Green Grass, Running Water Thomasa Kinga.) (Co zabawne, za każdym razem, jak żona zerkała mi przez ramię, to właśnie trafiała na niemalże pornografię. I potem musiałam tłumaczyć, że to naprawdę poważna powieść ;))

 

ObrazekA trzecia lektura tygodnia to powtórka przed kinem. Wielki Gatsby bardzo podobał mi się na studiach, ale ponowne czytanie było jeszcze przyjemniejsze. Wiedziałam, dokąd zmierza akcja, więc mogłam tym bardziej cieszyć się stylem i atmosferą. Ta powieść to przede wszystkim atmosfera nieuchronnego końca – “So we drove on toward death through the cooling twilight” – i niewiarygodnej atrakcyjności blichtru i tajemniczości. Gatsby to – jak w trailerze – „a cool man in a cool shirt” tylko dopóki nie wiemy, jak bardzo trawi go pragnienie. Ta potrzeba, niewspółmierna do potrzeby ukochanej, ma oczywiście podłoże klasowej, a może nawet etnicznej nierówności. Na koniec wzruszyłam się bardzo – i już teraz zupełnie nie mogę się doczekać filmu. To będzie pierwszy film, na który wybierzemy się z Żoną na 3D!

 

W trakcie… zaczęłam dużo książek:

>> Do pracy Postfeminism: Cultural Texts and Theories Stephanie Genz, taki wstęp najogólniejszy do postfeminizmu.

>> Na czytniku The Diviners Libby Bray, do której mam mieszane uczucia – jej wiktoriańska trylogia zaczynała się bardzo fajnymi pomysłami i klimatem (mean girls zmieszane z pensjonarkami), a potem ciągnęła się przez ~milion stron więcej, niż potrzebowała. I – niechcący – miała straszne lesbijskie stereotypy. The Diviners zaczęło się fajnie, a potem natychmiast miało dziką antropomorfizację w opisie, która trwała dużo dłużej niż było trzeba. Ale zobaczymy, co dalej.

>> Dla przyjemności i rozwoju / ze swojej półki – Sula Toni Morrison, kiedyś kupiona za grosze. Ledwie ruszyłam, więc jeszcze nie mam zdania.

>> Intelektualnie Flight to Objectivity Susan Bordo, poleconą w pracy. Późniejsze eseje Susan Bordo zebrane w Unbearable Weight są wspaniałe, a Objectivity ma rozprawić się z kartezjańską iluzją obiektywności naukowej. Ja lubię humanistyczne, a już zwłaszcza feministyczne, krytyki nauki, więc w sam raz i warto przeczytać relatywnie wczesny wkład w tę dyskusję.

Inne wiadomości książkowe… nie znam w ogóle za bardzo tegorocznych kandydatów do międzynarodowego Bookera, ani do Commonwealth Prize (ale to za debiut, więc to zrozumiałe). Ale może kogoś to zainteresuje.

A w planach mam… w zasadzie na razie tylko czytanie tego, co zaczęłam i fragmentów Gogola i Dostojewskiego na zajęcia… 😦 Dopiero potem coś nowego zaplanuję.

Reklamy

Informacje o leseparatist

26 lat, nałogowa, entuzjastyczna i obsesyjna czytelniczka. To mój blog o czytaniu - eklektycznym i bezwstydnym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii wtorek książkowy i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „wtorkowy wpis #2

  1. Girl pisze:

    Skończy się tak, że ja nie zdążę przeczytać Gatsby’ego przed kinem!

  2. patrycja pisze:

    z międzynarodowego Bookera znam tylko Lydię Davis, pisze podobnie do Lorrie Moore. mnie się podoba:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s