Wtorkowy wpis cotygodniowy #4

Tydzień lepszy niż poprzedni, choć dalej bez szału. Ale więcej czasu w komunikacji miejskiej = więcej książek. Czytałam klasyczną mieszankę: od literatury wysokiej, przez popularną, do „branżowej”, że tak to ujmę.

The Diviners

The Diviners

Skończyłam…  przede wszystkim The Diviners Libby Bray. Piszę, że przede wszystkim, bo książka objętościowo najgrubsza, czytana na fali Gatsby’ego (bardziej chyba filmu, niż książki). To young adult rozgrywająca się w Nowym Jorku lat dwudziestych i, podobnie jak w poprzednim cyklu Libby Bray (Gemma Doyle #1-#3), klimat i miejsce (zeitgeist, genius loci) mają tu znaczenie kluczowe. Nie zawsze jest to chyba zabieg do końca udany. Niektóre zabiegi „tworzące” miejsce i czas brzmiały mi zgrzytem, działaniem „po numerkach” (mam tu zwłaszcza na myśli sam początek powieści, gdzie antropomorfizowany wiatr leci leci od prerii do Nowego Jorku i zagląda w okna niczym narrator w Gatsbym), ale mimo to ostatecznie nastrój jest bardzo na plus. Gotycko-steampunkowy New York concretejunglewheredreamsaremadeof współtworzony na równi rewiami, Harlemem, poezją Whitmana i seansami – zadziałał.

Książka jest w ogóle historią wannabe flapper (chłopczyca/podlotek, „kontrkultura” lat 20tych, z charakterystycznymi krótkimi włosami), siedemnastolatki wysłanej do NY za karę / by uniknąć skandalu, po tym jak niemądrze skorzystała ze swojego daru. Daru widzenia – Evie dotykając czyjegoś przedmiotu potrafi poznać tajemnice właściciela. Oczywiście, w Dużym Jabłku pakuje się tylko w gorsze kłopoty, spotyka złego chłopca i dobrego chłopca, oraz, oczywiście, seryjnego paranormalnego mordercę.

Zaletą książki jest przede wszystkim klimat i fabuła. To drugie stanowi miłą odmianę po Gemmie Doyle, gdzie setki stron nie przekładały się na dość wiele zwrotów akcji. Niestety, w odróżnieniu od Gemmy, skupionej na całym tłumie pensjonarek (i najlepszej właśnie, gdy szkolne-koleżeńskie-pensyjne-społeczne klimaty poruszającej i pokazującej, jak bardzo bohaterki spętane są swoją kulturą i co mogą robić, by prowadzić „mikropolityki oporu”), ten aspekt płci-na-tle-epoki nie jest tak ciekawie przekazany. Nie, żeby był nieobecny – jest dość odważny (i właśnie mniej subtelny) wątek przemocy / niechcianej ciąży itd. Ale nacisk przesunął się chyba raczej na rasę, co może i wyjdzie książce na dobre w dalszych tomach – Gemma Doyle przy dobrych chęciach okazała się ostatecznie bardzo zachowawcza w tematyce etniczności.

Wady książki – niekończącość. Słowo daję, że trzy lub cztery razy byłam pewna, że czytam ostatnią scenę, ba! epilog, a następne strony zajmują podziękowania. I za każdym razem przewracałam kartkę i okazywało się, że zmieniamy punkt widzenia i czeka nas jeszcze jedno zakończenie. I to ostatnie było chyba najsłabsze. (Choć samo rozwiązanie fabuły tego tomu było jak najbardziej dobre. To takie epilogi doklejone na koniec ciut się przeciągnęły.)

No i głównej bohaterki nie polubiłam 😦 Ja nie przepadam za buntowniczkami pewnymi siebie i bezczelnymi, to chyba taki wstydliwy element patriarchatu we mnie siedzący. Wolę rozmarzone grzeczne dziewczynki, które stykają się ze ścianą i odkrywają w sobie lwice. Albo skrzywdzone bohaterki. Nie uprzywilejowane młodzieże buntujące się z nudy i z tego bezsensownego buntu dojrzewające do prawdziwego aktywizmu czy czegoś tam innego.

Ale i tak jestem bardzo ciekawa, co dalej ze światem i pewnie drugi tom jak wyjdzie, to przeczytam 😉 Byle nie był jeszcze dłuższy, a za to – pozbawiony akcji. (Powieść, z tego co wiem, ukazała się też po polsku.)

The Runaway Queen

Oprócz Libby pozostając w temacie literatury młodzieżowej – drugie opowiadanie w cyklu Magnus Bane, tym razem autorstwa Cassandry Clare i Maureen Johnson. The Runaway Queen pokazuje, że gdy Cassie pisze o męsko-męskich relacjach Magnusa, wychodzi to dużo wiarygodniej, niż gdy pisze tzw. „het”. Fabuła bardziej udana, niż w pierwszej części, niezbyt zabawne niestety. Raczej tylko dla fanek/ów.

SulaNo ale szczęśliwie nie ograniczałam się do literatury YA, w tym tygodniu połknęłam też Sulę Toni Morrison. Podobała mi się mniej iż Umiłowana, ale ta ostatnia to arcydzieło. Natomiast zrobiła na mnie większe wrażenie niż Miłość czy A Mercy tej samej autorki. Trochę powieść o czarnej społeczności od lat 20tych do 60tych (choć głównie w 40tych), trochę powieść o potędze seksu(alności), trochę o kobiecej przyjaźni, trochę o rodzinie, konsekwencjach, cierpieniu. Pisana przepięknym, poetyckim językiem i bardzo przejmująca. Morrison pisze i o ciele i o otoczeniu ludzkiego ciała w niezwykle obrazowy sposób: dłonie postaci, blizny i uda, ubrania i domy stają przed oczami. A ja jestem mało wizualna i zwykle nie mam sprecyzowanych „wyglądów” postaci, moja – że tak zażartuję – konkretyzacja estetyczna nie jest specjalnie obrazkowa. A jednak. (Powieść kupiona.)

I na koniec – właśnie doczytane Postfeminism: Cultural Texts and Theories Stephanie Genz i Benjamina Brabona. Najlepsze były wczesne rozdziały, potem mamy już zupełnie proste i spłycone nieco na potrzeby raczej studentów wglądy w najważniejsze „intersekcje” postfeminizmu, w zasadzie ograniczone do zreferowania kilku badaczek/badaczy.  Własne podejście Genz jest dość optymistyczne i nie za wiele dla mnie wnoszące, ale to prywatna opinia. Na pewno dobra bibliografia, sama sobie o kilku książkach przypomniałam, że chciałam ich szukać i nie znalazłam. Więc poszukałam znowu.

Jestem w trakcie… świeżo zaczętej Medicine River Thomasa Kinga, kanadyjskiego autora rodzimego. Trochę komedia, trochę podobna momentami do The absolutely true diary of a part-time Indian Shermana Alexiego. Jak również: Life After Life Kate Atkinson, którą znam z jednego z jej kryminałów. Ta powieść, nominowana do brytyjskiej Women’s Prize, zapowiada się bardzo ciekawie, a ja obiecałam przeczytać coś  z listy nominacji zanim ogłoszą wyniki. Oraz wreszcie: Susan Bordo i Flight to Objectivity, o kartezjańskim podmiocie i kobiecości i jak się jedno ma do drugiego. Taka lektura obowiązkowa 😉

Zakupiłam… tak dużo ksiązek, że będzie osobny wpis („stosik” ;P). To znaczy, na moją obronę – część książek za dwa funty, część zamówiona dawno dopiero przyleciała pocztą. No i sporo do pracy. Niemniej jednak: wstyd, nową półkę trzeba było zaanektować.

Inne wieści ze świata książek:

>> czy wiecie, że Polska ma własną nagrodę literacką dla kobiet? Ja nie wiedziałam!

>> przyznano International Booker Prize.

W planach… pięćdziesiąt tysięcy książek do pracy :((( Czytanie tylko je mnoży, nie widać końca, co nieco mnie deprymuje, bo powinnam już pisać swoje, a nie ciągle dalej zapoznawać się z literaturą. Kontynuowanie GrantyCiemno, prawie noc Joanny Bator.

Oraz zamknięcie semestru w pracy. Już coraz bliższe.

Reklamy

Informacje o leseparatist

26 lat, nałogowa, entuzjastyczna i obsesyjna czytelniczka. To mój blog o czytaniu - eklektycznym i bezwstydnym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Wtorkowy wpis cotygodniowy #4

  1. Girl pisze:

    Obawiam się, że niedlugo trzeba będzie zaanektować kolejną półkę, jeśli utrzymamy tempo… XD

  2. Pelle pisze:

    Komentarz przejdzie przejdzie? 😀 😀 😀 A jak reczyting Gatsby’ego? I gdzie wpis z zakupami??

    • leseparatist pisze:

      O Gatsbym już pisałam 😀 był super, naprawdę lubię tę powieść.

      A, wpis z zakupami się opóźni, bo zrobiłam źle zdjęcie (bez Bator), a teraz nie mam jak zrzucić nowego (bo tylko komputer Żony ma bluetootha, a ona na weekend u rodziny).

  3. Gronkowiec pisze:

    O, ten „Postfeminism: Cultural Texts and Theories” zabrzmiał jak coś w sam raz dla mnie, bo potrzebuję wprowadzenia do postfeminizmu od podstaw („Postfeminizm dla opornych”?). Pobiegłem więc do tutejszej „największej biblioteki feministycznej w kraju” i….. nie ma 😦

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s