z lekkim poślizgiem – wtorkowy wpis książkowy #6

Tym razem sprawozdanie z tygodnia-koszmaru, ale aż dwie książki, obie powieści, obie nominowane do Women’s Prize for Fiction. Rychło w czas czytane, bo właśnie niedawno ogłoszono wyniki. A zatem…

przeczytałam… Kate AtkinsonLife After Life, czyli piękną i melancholijną powieść (obyczajową? science-fiction? [alternatywnie] historyczną?) o rodzinie, o utracie, o lęku przed śmiercią dziecka. O miłości rodzicielskiej i siostrzanej, o odpowiedzialności.

Atkinson znam z jednej wcześniejszej powieści z pogranicza kryminału, tj. Case Histories, niedawno zresztą zekranizowanej z Jasonem Isaacsem w roli głównej. Czytałam tamtą powieść dawno, ale dostrzegam pewne podobieństwa – obsesyjne wręcz powracanie do tematu rodzicielskich lęków chociażby. Niemniej jednak Life jest też zupełnie inna. Ale do rzeczy. Bohaterką jest Ursula, młoda kobieta, która po śmierci zamiast game over zaczyna od początku – a śmierć zdaje się czyhać na każdym kroku. Próby znalezienia najlepszego sposobu przeżycia swoich dni pchają ją w różne krańce świata, pokazują różnorakie skutki czasami najdrobniejszych decyzji. Pomysł trochę karkołomny i wydawałoby się – awangardowy (niemalże), ale narracja jest zasadniczo tradycyjna i to mi się właśnie podobało – oraz wyczuwalne poczucie humoru. Przypominało mi trochę oczywiście Making History Stephena Fry’a, a trochę chociażby Children’s Book A. S. Byatt. A to dobre porównania z obu stron.

Druga lektura to też książka nominowana do Women’s Prize, ale trochę lżejsza, bo thriller – Gone Girl autorstwa Gillian Flynn to solidny dreszczowiec psychologiczny o intymności i możliwości prawdziwego poznania drugiego człowieka, w którym stawką jest małżeństwo, a tłem – współczesne relacje damsko-męskie w XXI-wiecznej Ameryce. Dwie nie do końca równoległe linie narracji pokazują nam różne punkty widzenia na studium małżeńskiego rozkładu. Bohaterami są Amy i Nick, a punkt zawiązania fabuły to zniknięcie Amy. Bardzo szybko głównym podejrzanym staje się Nick. To rzeczywiście książka, w której warto nie znać zwrotów akcji, więc więcej nie zdradzę, powiem tylko, że pośród dwóch teorii, które miałam, jedna okazała się być słuszna – a zakończenie było dla mnie w pełni satysfakcjonujące. Książka świadomie problematyczna w temacie postfeministycznej kobiecości i bardzo pesymistyczna w temacie ludzi. Jedyna moja krytyczna uwaga dotyczy tego, że powieść jest nieprzyjemna. Ale odczuwałam dużo radości z kolejnych okropnych rzeczy, które książka ujawniała (i podobno oglądanie, jak mnie złowieszczo cieszą, stanowiło sporą rozrywkę dla żony).

Tym samym mam na koncie cztery powieści z nominowanych do Women’s Prize – bo wcześniej czytałam NW i Bring up the Bodies. Czy ktoś coś innego z listy jeszcze poleca? Ja jestem najbliższa The Red Book bo esej autorki o postfeminizmie i o idei nagrody dla kobiet był świetny.

Jestem w trakcie…  Paradise Toni Morrison (na razie mocno przypominające mi Sulę, co jest i dobre, i złe). To be real pod redakcją Rebecki Walker. Dalej powolutku Granta.

W planach mam… Rose Under Fire!!! Więcej II wojny światowej, hell yeah.

W świecie literatury zaś działo się wiele: rozdano Gryfię, IMPAC-a, wyszła nowa powieść Karen Joy Fowler (która zapowiada się na literacką next big thing, sądząc po ilości recenzji, które mi świat podsuwa) i sequel do Diabeł ubiera się u Prady, oraz ruszyła druga edycja Bookrage (projekt mi się bardzo podoba, ale kryminały [i to jeszcze autorów-mężczyzn] to nie mój klimat niestety).

Reklamy

Informacje o leseparatist

26 lat, nałogowa, entuzjastyczna i obsesyjna czytelniczka. To mój blog o czytaniu - eklektycznym i bezwstydnym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „z lekkim poślizgiem – wtorkowy wpis książkowy #6

  1. patrycja pisze:

    Widzę tutaj pewne podobieństwo, gdyż czekają na mnie dwie powieści z Women’s Prize for Fiction. Jedna to NW Zadie Smith, a druga to May We Be Forgiven A.M. Homes. A.M. Homes lubię, czytałam do tej pory jej dwie powieści i zrobiły one na mnie spore wrażenie. Co do Zadie nie jestem jeszcze pewna, ale skoro tytułem jest mój kod pocztowy, to chyba nie wypada nie przeczytać;) No i przeczytałam oczywiście nominowane Bring Up the Bodies Mantel.

    • leseparatist pisze:

      Life after Life naprawdę polecam! Gone Girl tak ogólnie nie jest must-read, ale chciałam coś lekkiego do pociągu / na odstresowanie pokonferencyjne i było w sam raz.

      Nie jestem pewna tego MWBF, bo czytałam recenzje bardzo krytykujące stereotypy o Azji, ale w dalszej kolejności pewnie rozważę.

      Mnie się NW bardzo podobało, ale nie od samego początku, trochę mi zajęło „wczytanie” i nie do końca każdy punkt widzenia przypadł mi do gustu. On Beauty jest dalej moją ulubioną Zadie. Ale każda Zadie to dla mnie i tak odkrycie, to jedna z moich ulubionych pisarek w ogóle i tyle 😉

      • patrycja pisze:

        Kate Atkinson jeszcze w ogóle nie czytałam, myślałam właśnie żeby spróbować tej Life After Life.
        A.M. Homes polecam, co prawda tej książki przeczytałam dopiero ze trzydzieści stron, ale jej poprzednie uważam za b.dobre. Ciekawi mnie ten wątek chiński właśnie, ona sama wspomina, że ten motyw jest bardzo ważny w jej powieści (polecam wywiad z Granty, jeżeli nie czytałaś, może Cię zachęci do lektury książki: http://www.granta.com/New-Writing/Interview-A.M.-Homes)
        Do Zadie Smith kiedyś podchodziłam i nie zachwyciła, ale po pierwsze było to dawno temu, po drugie już kilka razy mi się zdarzyło, że autor/ka „zachwyciła” dopiero za drugim podejściem. Więc mam nadzieję na miłą niespodziankę:)

    • leseparatist pisze:

      Ale to nie wiem, czy NW jest najlepszym wprowadzeniem do Zadie, bo jednak to nietypowy styl, eksperyment – On Beauty inspirowane było Forsterem, to jest bardziej strumień świadomości – Ulisses – Woolf, co nie każdemu się musi spodobać (i podzieliło krytyków, czy jest udane czy nie).

      Dzięki za linka, chętnie się zapoznam! 🙂

  2. Pelle pisze:

    Ja polecam Ci Kingsolver – jestem ciekawa co byś powiedziała o tej książce ;D – A Life After Life mam już ściągnięte erm erm na komórkę!

    • leseparatist pisze:

      Rozważam Kingsolver, ale nie wiem czy nie powinnam zacząć od jakiejś wcześniejszej! 🙂

      O, Tobie by się chyba obie mogły spodobać 😉 Life After Life jest bardzo mądre i piękne (i meta w dobry sposób), a Gone Girl to takie inteligentne czytadło co wciąga że hej! 🙂

      • pelle_kb@o2.pl pisze:

        Myślisz, że obie? Life after life na pewno przeczytam… Przeczytaj jakąś wcześniejszą Kinsgolver, bo nie wiem, czy się brać np. za Poisonwood Bible!

    • leseparatist pisze:

      Myślę, że obie by Ci przypadły do gustu 😉 Tzn. Atkinson jest zwyczajnie dobra, ale nie każdemu musi się spodobać, za to Gone Girl to nie jest literatura mająca pretensje do ~genijalnych opisów~, ale solidny dreszczowiec z dużą dawką zeitgeistu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s