z również lekkim poślizgiem, wpis wtorkowy (ha ha ha) #7

Wskutek przyczyn dopiero w okolicach północy wróciłam na pielesze, toteż wpis z poślizgiem, znowu. W skrócie: tydzień nieco bardziej owocny, niż poprzednie, bo książek trzy, w tym jeden zbiór esejów „do pracy”, jedna leciutka głupiutka powieść postfeministyczna i jedno objawienie ostatnich miesięcy. Ale po kolei.

 

Przeczytałam… To Be Real: Telling the Truth and Changing the Face of Feminism Rebecki Walker. Tytuł wiele mówi o tej książce – skromności jej nie brakuje 😉 Z mojej perspektywy najciekawsze w tym zbiorze esejów były wstęp i posłowie (respektywnie – Glorii Steinem i Angeli Davies, a zatem Big Name Feminists) oraz najwcześniejsze eseje. Późniejsze dywagacje o podnieceniu raportami o gwałcie, rozważaniach o zmienianiu nazwiska czy mężczyzna czujący się najlepiej z czarnymi lesbijkami tak trochę mnie jednak przerośli (patrz ekspresyjne wzruszenie ramionami i duże WHO CARES). Ale wstęp był świetny, bo Steinem wyszła od mojej reakcji – „czytam te trzeciofalowe eseje i włos mi dęba staje, jakie to młode pokolenie jest niedoinformowane (also, GET OFF MY LAWN)” – a potem zgrabnie przeszła do „jakże wartościowe jest skonfrontowanie tych wszystkich podejść ze sobą bla bla bla ślicznie ślicznie”. Dobrze jest mieć sławną matkę.

Moja druga lektura tego tygodnia to, uwaga uwaga, Revenge Wears Prada Lauren Weisberger. Już poprzedni tom nie należał do czołówki literatury (film był znacznie lepszy od książki moim zdaniem), ale sequel niestety mija się z powołaniem. Nie ma za wiele zemsty i mało Prady. Bohaterka dalej wydaje się być miałka, płytka i pozbawiona osobowości, a antagoniści (najlepsza część poprzedniej ksiązki!) zastąpieni są Mirandą widzianą kątem oka w lusterku oraz spiskami pozornych przyjaciół i bliskich bohaterki. Zakończenia nie zdradzę, ale było dla mnie żenujące + zapominało zupełnie o wadach niektórych postaci.

 

Na szczęście na koniec czytelniczy wielki sukces, czyli Fun Home Alison Bechdel. Podchodzę do takich rzeczy jak pies do jeża, bo tytuł „klasyki (lesbijskiego) komiksu” zdaje się zapowiadać coś, co nie przekona mnie tak, jak powinno i w ogóle zawód murowany. A tymczasem wprost przeciwnie – nie wiem, jak wyglądają Dykes to watch out for Bechdel (tak, tej od testu Bechdel!), ale Fun Home jest cudowne (<333). Ta powieść graficzna / memoir autorki opowiada o zmarłym ojcu i o odkrywaniu przez Bechdel jej własnego lesbijstwa i, przy okazji, tajemnic rodzinnych. Ważnym intertekstem okazują się literackie wędrówki autorki, ale i jej rodziców, począwszy od Szekspira, przez Wilde’a i Prousta, na współczesnej autorce prozie lesbijskiej skończywszy. Angielski w powieści jest tak wspaniały i ambitny, że pewnie native speakerzy zaglądali do słowników, a strona graficzna (i tutaj wypowiadam się totalnie amatorsko) doskonale przekazuje emocje (a technika odwzorowywania dokumentów wydaje mi się świetnym pomysłem). Czytałam książkę do zaśnięcia, a potem wstałam rano i doczytałam do końca na jednym posiedzeniu (a to dla mnie trochę test taki, czy muszę książkę od rana już zaraz kontynuować, do śniadania, przed śniadaniem, stygnie mi herbata).

Trochę jestem pewnie tutaj nieobiektywna, bo tematyka umierających ojców wyjątkowo łatwo chwyta mnie za sercę (och moja lektura Łowcy autografów!), ale naprawdę myślę, że bardzo warto przeczytać. I jak sobie przypomnę zajęcia, na których pani profesor oburzała się, że komiks to nie literatura, to takie niskie coś dobre dla dzieci, to mam ochotę ciskać hardcoverami.

 

Jestem w trakcie: zaczętych mam wiele, ale czytałam trochę również zbiór opowiadań So Long Been Dreaming (wreszcie!) Nalo Hopkinson, jak również Manifesta (obowiązkowa książka „do pracy”), Paradise Toni Morrison (ale mniej na razie wciągające niż Sula). Poza tym kułam do testu (prawie że ostatni raz w życiu).

 

W planie… nowy Neil Gaiman (nieco nieufnie, mówiąc delikatnie). Krótki „suplement” do mojej ulubionej Atwood (Robber Bride), zatytułowany I dream of Zenia with the bright red teeth. Odsypianie.

Reklamy

Informacje o leseparatist

26 lat, nałogowa, entuzjastyczna i obsesyjna czytelniczka. To mój blog o czytaniu - eklektycznym i bezwstydnym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „z również lekkim poślizgiem, wpis wtorkowy (ha ha ha) #7

  1. Girl pisze:

    No pewnie przeczytam Fun Home, no.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s