wpis wtorkowy w środę, #20

Praca pochłonęła mnie już niemal całkowicie, a do tego chyba przeziębienie mi się wyhodowało, więc tylko apdejt perfunktoryjny.

Image

Za mną trzy książki: wyczekiwane Untold Sarah Rees Brennan, z-pracą-związane Baby Love. Choosing Motherhood after a Lifetime of Ambivalence Rebekki Walker oraz domęczone (wstyd przyznać) Paradise Toni Morrison.

Od końca: Paradise Toni Morrison dzieje się w sporej części w Stanach Zjednoczonych połowy lat 70-tych (choć retrospekcje sięgają kilkadziesiąt lat wstecz), w miasteczku Ruby, zamieszkałym w dużej mierze przez potomków dziewięciu rodzin Afroamerykańskich, którym inni Afroamerykanie odmówili gościny / przyjęcia do swojego miasta z uwagi na ciemniejszą skórę. Niechęć do inności, do tajnej wiedzy kobiet i do rasowej „nieczystości” powoduje tragedię – mieszkańcy Ruby zabijają zamieszkałe w pobliskim klasztorze kobiety (z których przynajmniej część jest biała). Książka ma świetne fragmenty i momenty i jest ambitnym artystycznie przedsięwzięciem, ale nie wiem, czy nie do końca się ona kleiła, czy mnie akurat brakowało dość skupienia i sił umysłowych – tak czy owak, zmęczyła mnie strasznie i wyczerpała. Wstyd i pewnie strata, ale dużo drobniejsza objętościowo Sula podobała mi się bardziej (o Beloved nie wspominając).

Baby love jest z kolei i lepsze, i gorsze niż debiut Rebekki Walker. Na pewno bardziej wciąga, na pewno jest ciekawsze, na pewno lżej napisane i bardziej koherentne – ale też dużo bardziej drażniące całokształtem (a w szczególności miejscami irytujące pretensjonalnością). Historia ciąży córki Alice Walker miejscami rozlewa się w porównywania („ja oddałabym za dziecko życie, a moja matka nie mogła zrezygnować ze swojego lajfstajlu” „ja kocham swoje dziecko zmuszona biologią i nie mam na to wpływu świadomego, to silniejsze niż jakikolwiek inny element życia, a moja matka to mi powiedziała, że mogła mnie kochać lub nie, no i wybrała miłość – CO TO ZA KOBIETA?!” tudzież „pokłóciłam się z matką ostro będąc w ciąży – groziła mi listem do redaktora – jak mam jej ufać, że będzie dobrą babcią, skoro nie szanuje bezpieczeństwa mojego nienarodzonego dziecka!” i „ojciec mówi, że nie powinnam inwestować w dom, bo to jeden z domów mojej matki i W KAŻDEJ CHWILI MOŻE MI GO ZABRAĆ POD JAKIMŚ PRETEKSTEM!”). Nazwijcie mnie cyniczką, ale wszystko to brzmiałoby dla mnie bardziej przykonywująco, gdyby a) nakład książki Rebekki nie był zwiększony faktem tego, czyją jest córką, b) ten dom, w którym Rebecca jadła swoje organiczne czekolady i tony wołowiny, nie należał do jej matki. #problemypierwszegoświata

A jej mąż brzmi okropnie… scena, gdy pyta „a gdzie jest penis?!” podczas zajęć w szkole rodzenia (bo skoro penis jest ważny przy poczęciu, to powinien mieć też ważną rolę przy narodzeniu, tak?) zdaniem autorki ma obrazować wspaniałość (duchowość?) Boskiego Glena (który był zresztą jej kierownikiem duchowym czy jak to się tam zwie w buddyzmie), ale w uszach czytającej feministki (czyt. mnie) brzmi jak taki typowy jęk „what about teh menz”. Niebiosa brońcie, żeby spędzić kilka godzin rozmawiając o waginach i macicach i nic nie wspomnieć o teh penis. Co za świat.

 

I na koniec mój wyczekiwany Untold Sarah Rees Brennan. Przeurocza, dowcipna, mniej składna niż pierwszy tom i za bardzo moim zdaniem skupiona na głównych bohaterach kosztem reszty, ale wciąż niezwykle wciągająca i ciekawa książka dla młodzieży. Sama radość.

 

Jestem w trakcie… po amerykańskich macierzyńsko-pamiętnikach zabrałam się za rodzime przykłady, więc Macierzyństwo non-fiction; idzie bardzo szybko. No i powoli MaddAddam Atwood.

A na świecieogłaszają nominacje do Nike. I raz nawet dla odmiany coś czytałam (Bator). Zobaczymy. Najwyraźniej Internety zdecydowały już, że na nagrodę zasługuje Twardoch – książki nie czytałam, ale też nie spieszy mi się, bo wywiad z autorem odrzucił mnie na kilometr. Za to Internety mówią mi, że inne książki w finale są płytkie i o kobietach (fuj) z problemami ze sobą (najgorzej! czemu nie o mężczyznach przechodzących kryzys wieku średniego, jak austerrushdiecunninghamcoetzeepilchiwieluinnych prawdziwa literatura?), a poza tym są zaangażowane społecznie zamiast być Sztuką.

Może ktoś zapomniał autor(k)om / recenzentom / bloggerom powiedzieć, że można by tak robić obie rzeczy naraz.

(Żartuję, na pewno większość próbuje robić obie rzeczy naraz, wiemwiem.)

Reklamy

Informacje o leseparatist

26 lat, nałogowa, entuzjastyczna i obsesyjna czytelniczka. To mój blog o czytaniu - eklektycznym i bezwstydnym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „wpis wtorkowy w środę, #20

  1. Girl pisze:

    Co chcesz od Cunninghama, przynajmniej jest gejem…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s