wpis wtorkowy w środę #21

Prawdopodobnie mogłabym przenieść wpisy na środę, ale wtedy pojawiałyby się w czwartek, więc średni zysk.

Na moje usprawiedliwienie – przestałam rejestrować dni tygodnia już prawie zupełnie. Poza tym praca powoli się rozrusza, a Żona zaczęła kurs na prawo jazdy (tzn. teorię skończyła, zaczęła jazdy) więc chaos totalny.

Po tym przydługim wstępie, przykrótkie sprawozdanie: sześć książek (!), w tym jedna książka-opowiadanie (jak co miesiąc, nowa Cassandra Clare) i pięć non-fiction (w tym jeden memoir). Miałam mało fabularny nastrój, czy może – potrzebę fabuły zaspokajały mi Pretty Little Liars w wersji serialowej (powtórka, kochany serial <3). Dwie książki po polsku (w tym jedna w oryginale, jedno tłumaczenie), dwie Kanady, trzy razy USA. 

Przeczytałam…

Joanna Woźniczko-Czeczott i jej słynne Macierzyństwo non-fiction. Spodziewałam się w zasadzie czegoś dużo bardziej drażniącego – słyszałam negatywne opinie o tym, jak to udawana naiwność i przecież wiele się już pisze o tym, że małe dziecko to nie lukier ino ząbkowanie i brudne pieluchy i psychoza poporodowa. A tu wcale nie – trochę może przesady, ale w ilości nieprzekraczającej moich poziomów tolerancji, a poczucie humoru było i wcale nie miałam wrażenia takiego samozachwytu / zapatrzenia / braku perspektywy jak u niektórych 😉 Dowcipne, wciągające, pomysłowe (manewr z imionami z Dynastii bardzo mi się podobał) i ciekawe. 

Potem wreszcie dokończyłam Susan Bordo The Flight to Objectivity. Trochę ciągnął mi się środek – początek, gdy pokazywała i wyjaśniała koncepcję kartezjanizmu jako zwrotu od „kobiecego” kognitywnego stylu preferowanego w średniowieczu do „męskiego” racjonalizmu, był fajny, końcówka, gdy do tego wraca, była ciekawa, ale sam środek mniej mnie zainspirował. Bardzo interesująca lektura, ale chyba mogłaby być lepiej napisana.

Potem doczytałam bell hooks, a dokładniej jej prawie nowo wydaną w Polsce staroć czyli Teorię feministyczną. Od marginesu do centrumZdecydowanie mniej przebierająca w słowach niż późniejsza Feminism Is for Everybody, ta książka raczej pokazuje, że feminizm do tej pory w dużej mierze był dla białych feministek z klasy średniej, a powinien być dla politycznie zorientowanych socjalistek ze wszystkich etnicznych grup. Nacisk na polityczny i pro-społeczny charakter feminizmu (w odróżnieniu od pro-indywidualistycznego, self-helpowego, lifestyle’owego charakteru wielu jego współczesnych odmian) stawia potencjalnym feministkom wysoką poprzeczkę – a zarazem krytykuje traktowanie feminizmu jako instant tożsamości, podkreślając, że może lepiej byłoby być zwolenni(cz)kami feminizmu niż feministkami. Myślę, że było tam parę zagalopowań, ale książka jest zaskakująco aktualna ~30 lat po wydaniu – to nie byle osiągnięcie (tylko czy jej, czy świata?). Książkę dostałam w niespodziewanym prezencie od Żony, która wiedziała, że zerkam na pozycję już od jakiegoś czasu 😉 A wydanie i tłumaczenie nawet dobre, poza przypisem odredakcyjnym (od tłumaczki?), który z Sojourner Truth zrobił Sejourner. Come on.

A potem trzeba już było odetchnąć z fikcją – Cassandra Clare i Sarah Rees Brennan, Saving Raphael Santiago, kolejna z lepszych części w cyklu o Magnusie Bane’ie. Tym razem – dość minimalistyczna i zamknięta w sobie, inspirowana noir (choć niestety, inspiracja z początku nie dociera do końca) historia o wampirze o żelaznej woli. Trochę tam było sztampy / stereotypu, ale zaskakująco dobra budowa postaci jak na opowiadanie. Czytało się całkiem nieźle.

I powrót do non-fiction, czytanego równolegle bardziej lekkiego/gawędziarskiego i bardziej żurnalistyczno-reportersko-teoretycznego. To pierwsze to Thomas King i jego The Truth About Stories. A Native NarrativeZbiór wykładów-esejów o opowiadaniu historii, o tym, jakie historie opowiadamy o swoim kraju, o swoim narodzie, o swojej historii i o samych sobie. Zgrabne fabularnie, świetne stylistycznie, choć miejscami ciut powtarza wiadomości już znane po lekturze An Inconvenient Indian

A to drugie – to wreszcie doczytane przeze mnie No Logo Naomi Klein. Po prawdzie nieco się już zestarzało, a sporo tej wiedzy (nawet jeśli nie tych faktów) już znałam, ale jednak dość dobrze się ją czytało – a zwłaszcza fragmenty nt. kooptowania feminizmu / ruchu praw obywatelskich przez międzynarodowe korporacje. Wnioski – chodzić w tych ubraniach, które już mam, do śmierci, nic nie jeść, żadnych samochodów i to by było na tyle, jeśli idzie o bieganie, bo butów do niego już nie kupię 😉

Najmniej ciekawe chyba rozdziały o alterglobalistach, ulicznych imprezach i tym podobnych, chociaż ciekawie się to czyta w kontekście tego, że jasne, ten ruch trochę znikł, ale na jego miejsce Anonimusy, wikiliki i tym podobne mają się chyba nie najgorzej.

Podobało mi się za to posłowie o 9/11. Ale to dla mnie typowe.

Jestem w trakcie… po tej dawce faktu, wreszcie zachciało mi się powieści – zabrałam się za ostatnią pozostałą mi Gillian Flynn – jak na razie czyta się nieźle, znam zarzuty przeciwko niej, ale przemawia do mnie i narracja / głos, i subiektywne opisy.  I na drugą nóżkę – powoli kontynuuję najnowszą Atwood, MaddAddama. Słyszałam złe opinie, ale na razie czyta mi się dobrze.

Przede mną… zbieram SagiUnwritten, żeby w jakiejś większej dawce przeczytać i może to już wkrótce. I rozważam jakąś Amy Tan albo memoir Jeanette Winterson, bo już mi zalegają od wieków na liście do przeczytania.

Reklamy

Informacje o leseparatist

26 lat, nałogowa, entuzjastyczna i obsesyjna czytelniczka. To mój blog o czytaniu - eklektycznym i bezwstydnym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „wpis wtorkowy w środę #21

  1. patrycja pisze:

    mówisz, że zupełnie przestałaś rejestrować dni tygodnia, ale sześć książek przeczytałaś – podziwiam, naprawdę! 🙂

    • leseparatist pisze:

      Tak, bo odbywałam dyżury w pracy, co oznacza, że siedziałam w pokoju bez komputera czekając na widmowych studentów, którzy nie przychodzili :> No i była komunikacja miejska.

      • patrycja pisze:

        no właśnie, u mnie odpada komunikacja miejska, bo prawie przez cały rok dojeżdżam na rowerze… jeżeli chodzi o pracę, to czasami myślę, że idealna byłaby dla mnie praca jednego z ochroniarzy, co siedzą u nas wieczorami na recepcji…

  2. Bardzo czekam na szczegółową recenzję Atwood 😀 I dalej zadziwia mnie różnorodność tego, co czytasz XDDD

    • leseparatist pisze:

      Ja jestem jak na razie zadowolona z Atwood – może to kwestia czytania jej niestandardowych / trochę słabszych rzeczy niedawno, ale podoba mi się, że ma fabułę, podoba mi się akcja, jest wciągające i ma niezły głos. Miałam nawet do wyboru to i kryminał w tramwaju, i sie zaczytałam w to i zapomniałam, że miałam spróbować kryminał 😉

      Oj tam różnorodnie ;P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s