wpis wtorkowy #22

Znowu mocniejszy tydzień, na koniec miesiąca poczułam się ambitniej. Pięć książek, dwie powieści, dwie non-fiction,  trzy Kanady, dwa razy USA, same kobiety. ~1800 stron, czyli prawie połowa całego miesięcznego czytania.

A przeczytałam…

Naomi Klein, No Logo. Słynna książka, którą jakiś czas temu kupiłam tanio, ale trochę zajęło mi zabranie się za nią. Potwornie przygnębiające, ale zarazem ciekawe w kontekście dezaktualizacji (ten powszechny opór, którego oczekiwała, nigdy się do końca nie urodził) – i aktualności zarazem (bo Anonymous czy Wikileaks to ewidentnie kontynuacja). Końcówka troszkę się dłużyła, ale ostatecznie jestem zadowolona, że przeczytałam – i zabrałam się od razu za drugą książkę Klein, chyba nawet bardziej dla mnie ciekawą Doktrynę szoku.

(Czy to tylko ja, czy government shutdown to taki mały szok? Może ci Republikanie jednak wiedzą, co robią :()

 

Następnie zaś zabrałam się za Margaret Atwood i jej najnowszą powieść – MaddAddama, ostatnią część trylogii rozpoczętej Oryks i Derkaczem. Książka została chyba dość mocno skrytykowana gdzieniegdzie – choć na entuzjastyczne recenzje też się natknęłam – ale ja byłam zadowolona. To prawda, że jak na Atwood, to nie jest to może największe uderzenie, ale mnie to w zasadzie cieszy. Bywają takie książki Atwood, gdzie moralna kompleksowość powoduje, że trudno kibicować postaciom, albo się nimi za bardzo przejmować, bywają takie kobyły, gdzie psychologia przeważa nad fabułą. Tutaj dla mnie była zachowana równowaga między wszystkimi elementami, a do tego powieść miała ciekawą fabułę – skupioną głównie we flashbackach i ujawnioną przez podwójne opowiedzenie, ale tym ciekawszą. Konkluzja mogła być może trochę bardziej satysfakcjonująca czy bardziej skrajna, wątek jednej z postaci ciut drażnił, ale na przykład wcale nie przeszkadzało mi skupienie się na wątkach „romantycznych”, trafiała do mnie agresja między kobietami (bo była zrównoważona pozytywnymi relacjami i samoświadomością tej agresji), a mniejsze skupienie na Jimmym i więcej Crakerów (Derkacząt?) wyszło książce na dobre.

 

Po takiej dobrej dawce, doczytałam wreszcie The New Victorians Rene Denfeld, jednej z postfeministycznych autorek, nad którymi przesiaduję. I znowu mamy trochę dobrego (pewne krytyki feminizmu są z pewnością zasłużone, kulty boginiczne, weganizm czy – i tu najbardziej się zgadzam – self-helpowa retoryka mają może swoje miejsce w ruchu, ale niekoniecznie powinno to być miejsce na środku, a retoryka różnicy zbyt łatwo zmienia się w esencjalizm i szkodzi kobietom zamiast pomagać). Ale argumenty dotyczące lesbijek, ale ewidentne wyrywanie z kontekstu i odczytania celowo pod kątem, ale te wkurzające wstawki dziennikarskie w stylu „Anna ma złote włosy i błękitne oczy. Gdy siedzi przy stoliku, nerwowo bawi się guzikiem przy rękawie. Pyta mnie, CZEMU FEMINIZM JEST TAKI BEZNADZIEJNY SKORO POWINIEN BYĆ DOBRY. Podobnie jak Anna, zadawałam sobie to pytanie wielokrotnie.” Eyeroll times a thousand.

Jednym z zasadniczych błędów Denfeld jest oczywiście pars pro toto, z jednego skrawka feminizmu robi się GŁÓWNY DOGMAT, zarazem krytykę tegoż pochodzącą z wewnątrz feminizmu traktując jako wyjątek od reguły. Poza tym mamy próbę przeinaczanie i celowe złe rozumienie definicji – patriarchat, czy seksistowska opresja, to zdaniem Denfeld mit, bo kobiety mają prawo głosu i nie są własnością mężczyzn. Sporo jest też zabiegu Natashy Walter, czyli „gospodarka, głupcze” – feministki zamiast zajmować się [wyimaginowanym ofc] seksizmem w reklamie / kulturze / czymkolwiek, powinny zająć się pieniędzmi. Biednymi kobietami, a nie aborcją. (Co ciekawe, na koniec w radach jednak trzeba się zajmować aborcją. )

Ciekawy był też pojazd pod adresem Rebekki Walker – zdaniem Denfeld, jej organizacja to drobiazg, o którym nikt w Ameryce nie słyszał. Z późniejszych książek pro-Walkerowych dowiadywałam się, że to największa feministyczna organizacja dla młodych kobiet :> Sprzeczne zeznania.

 

A potem dla odmiany język polski i średnie tłumaczenie W kole stań, dziewczyno Nalo Hopkinson – powieść dziejąca się w niedalekiej przyszłości, w której centrum Toronto pochłonęły slumsy, do których nie dociera prawo ani porządek – a w samym środku intrygi znajduje się młoda dziewczyna i jej dziecko. Podobało mi się postapokaliptyczne Toronto i karaibsko-afrykański worldbuilding, mniej podobała mi się fabuła, która mogłaby być lepsza – i język tłumaczenia. Widać, że debiut, ale po opowiadaniach już wiem, że potem było lepiej, więc kolejna powieść kiedyś przede mną.

 

I na koniec – zupełnie lekka książka czyli Sharp Objects Gillian Flynn. To debiut autorki Zaginionej dziewczyny i widać różnice, ale i podobieństwa, choć większe chyba do Dark Places. Bohaterka to dziennikarka, po latach wracająca do domu i neurotycznej rodziny, by zająć się sprawą martwych dziewczynek z rodzinnego miasta. Sama fabuła była dla mnie dość przewidywalna – w zasadzie domyśliłam się wszystkiego, od początku do końca – ale to, co mi się podobało, to ten socjologiczny obraz, małomiasteczkowa Ameryka, przemoc siedząca w miejscu. Było to może za bardzo podkreślane, nie dość subtelne, bo motyw trafił nawet do dialogów – ale to właśnie było w tej książce udane. Poza tym każda strzelba wystrzeliła, co było satysfakcjonujące, ale też przewidywalne.

Z wad – trochę zbyt oczywisty postfeminizm i można było to ciut lepiej jednak rozwikłać. Nie wiem, czy potrzebuję niuansów i głębszego przemyślenia na temat tego, czy nazywanie seksu z mocno pijaną kobietą gwałtem to przejaw seksizmu. Bo nope, seks z każdą nieprzytomną osobą to gwałt, płeć nie ma tu wiele do rzeczy, let’s not bury the lead. 

 

Zaczęłam czytać….

jak już pisałam, Doktrynę szoku. Black Looks bell hooks. I Junota Diaza.

 

Przede mną...

Wkrótce premiera nowej Bridget Jones! Jestem niezdrowo ciekawa.

Reklamy

Informacje o leseparatist

26 lat, nałogowa, entuzjastyczna i obsesyjna czytelniczka. To mój blog o czytaniu - eklektycznym i bezwstydnym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s