Podsumowanie czytelnicze 2013 roku

Na ostatnie miesiące życie zawodowe i komplikacje osobiste pochłonęły mnie tak bardzo, że niestety nie znajdowałam czasu na regularne blogowanie – ale na szczęście miałam go dość na czytanie. Poniżej trochę statystyk, trochę podsumowań.

Przeczytałam 177 pozycji (plan zakładał minimum 100 i idealnie 150; było tam co nieco opowiadań i komiksów, ale zdecydowana większość była książkami). Według statystyk goodreads przekładało się to na 45 tysięcy stron (i tak był mój zaplanowany pagecount). Pośród tych 177 było 50 napisanych przez niebiałych autorów, czyli wreszcie udało mi się zdobyć odznakę „50 by Person of Colour”.

Trochę ponad czterdzieści książek napisanych przez mężczyzn. Nie mam siły przeliczyć, jak się to wszystko rozkłada geograficznie… ale podejrzewam, że na korzyść Stanów Zjednoczonych. Przeczytałam dużo więcej książek po polsku niż w zeszłym roku.

Poznałam nowych pisarzy – między innymi Chimamandę Ngozi Adichie (trzy książki), Shermana Alexiego (trzy), Shaunę Singh Baldwin (dwie), Gillian Flynn (trzy), Joannę Bator (jedna, ale więcej przede mną), Julie Otsukę (dwie), Octavię Butler (sześć!), Anetę Jadowską (trzy powieści i kilka opowiadań) i Hilary Mantel (dwie).

Moje ulubione powieści roku to (podkreślam – ulubione wśród ulubionych):

Hilary Mantel, Bring Up the Bodies
Kate Elliott, Cold Steel
Thomas King, The Medicine River
Gillian Flynn, Gone Girl
Kate Atkinson, Life after Life
Octavia Butler, Kindred
Joanna Bator, Ciemno, prawie noc
Zora Neale Hurston, Their Eyes Were Watching God
Margaret Atwood, MaddAddam
Helen Fielding, Mad about the Boy
Julie Otsuka, The Buddha in the Attic
Toni Morrison, The Bluest Eye

Ulubione powieści młodzieżowe to:

Sherman Alexie, The Absolutely True Diary of a Part-Time Indian
Libba Bray, The Diviners
Elizabeth Wein, Rose under Fire
Sarah Rees Brennan, Untold
Cassandra Clare, seria o Magnusie (w szczególności: Saving Raphael Santiago, The Rise of Hotel Dumort i Last Stand of the New York Institute)
Laurie Halse Anderson, Chains
Nalo Hopkinson, Sister Mine
Elizabeth Wein, The Winter Prince

Najlepsze zbiory opowiadań:

Octavia Butler, Bloodchild and Other Stories
Emma Donoghue, The Woman Who Gave Birth to Rabbits

Shauna Singh Baldwin, English Lessons and Other Stories
Chimamanda Ngozi Adichie, This Thing Around Your Neck
Sherman Alexie, The Lone Ranger and Tonto Fistfight in Heaven

Sherman Alexie, Blasphemy

Oprócz tradycyjnej fikcji czytałam też kilka świetnych non-fiction, które podzielę na komediowe i inne.

Komiczne (choć często tragi-komiczne) to zatem:

Ayelet Waldman, Zła matka
Alison Bechdel, Fun Home
Mindy Kaling, Is Everybody Hanging Out Without Me and Other Concerns
Allie Brosh, Hyperbole and a Half. Unfortunate Situations, Flawed Coping Mechanisms, Mayhem and Other Things that Happened

A poważne:

Susan Faludi, Backlash: The Undeclared War Against Women
Joanna Woźniczko-Czeczott, Macierzyństwo non-fiction
Naomi Klein, Teoria szoku
bell hooks, Teoria feministyczna: od marginesu do centrum
Thomas King, The Inconvenient Indian (to ma w sumie elementy komiczne, ale tak na tym płakałam, że raczej nie będę się wygłupiać z klasyfikowaniem razem z Mindy Kaling).

Oprócz tego chciałabym zaznaczyć ulubione opowiadanie roku (Zadie Smith, The Embassy of Cambodia), ulubiony komiks roku (Brian K. Vaughan, Saga vol. 2 – z uwagi na bardziej „powieściowo graficzną” strukturę nie zaliczam tutaj Fun Home), ulubioną sztukę roku (nie czytałam ich za wielu, ale Kushner i jego Anioły w Ameryce i tak by wygrały) oraz – wątpliwy honor – największe buble roku (najnowsza Jadowska i najnowszy Grzędowicz).

Najwięcej pozycji jednego autora (a nawet autorki) zaliczyła Cassandra Clare, dzięki wydawaniu opowiadania co miesiąc 😉 poza nią zaś – powiedzmy, że Octavia Butler, bo jej przeczytałam sześć stricte powieści.

Oprócz tych kwestii rok 2013 powieściowo obfitował w swoiste powroty do staroci – w szczególności odświeżyłam klasykę chick-litową i przeczytałam na nowo Seks w wielkim mieście (tym razem w języku oryginalnym) oraz zapoznałam się z kontynuacjami Diabła ubiera się u Prady i Bridget Jones czyli bardzo słabiutkim Revenge wears Prada (gdzie nie było ani zemsty, ani prawie diabła, ani Prady) i ciepłym, wzruszającym i zaskakująco przyjemnym Mad About the Boy. Fielding w dobrej formie. Poza tym zainspirowana okresem świątecznym zrobiłam maraton cyklu Susan Cooper – w dzieciństwie z tej klasyki brytyjskiej powieści dziecięcej znałam tylko wydane w Polsce części (tom 2 i 4), teraz przeczytałam całość – książki zestarzały się i miejscami ciągnęły, ale mało kto potrafi tak zbudować grozę jak Cooper (bohater siedzi w łóżku i czuje się nieswojo a czytelniczka – czyli ja – walczy z ochotą by jeść paznokcie).

Wnioski z czytelnictwa – chciałabym w przyszłym roku zminimalizować oczekiwania. Osiągnęłam wygórowane cele – czasami musiałam w tym celu wybierać książki, na które miałam mniejszą ochotę. Koniec z tym w 2014. Dalej chcę czytać autorów niebiałych – tego myślę, że warto pilnować, bo łatwo przegapić i obudzić się z wybieloną historią czytelnictwa – ale już nie muszę czytać czterech miesięcznie. Nie pilnowałam w tym roku kwot genderowych (parytetu oczywiście, że nie, musiałabym na siłę szukać książek pisanych przez facetów), proporcje (a raczej dysproporcje) wyszły same z siebie. Nie przeszkadzają mi.

Nie jestem do końca zadowolona z jakości tego, co czytałam. To prawda, że mało było książek, których lektury żałowałam, ale za mało było rzeczywistego zachwytu, książek, które walczyłyby o miejsca na liście ulubionych. Chcę zapobiec temu próbując trochę więcej „ambitnych” książek, które odkładałam na później – na przykład Kingsolver czy Aleksijewicz. To dotyczy też powieści young adult – jest kilkoro autorek i autorów, których przekładałam na później, bo nie pasowali mi do narzuconych celów. W nowym roku chcę spróbować np. Meliny Marchetty, poczytać dalsze części Wein, dać szansę drugiemu cyklowi Riordana.

Czekam też na kilka premier powieści lubianych już autorek i autorów – chociażby Justine Larbalestier czy Sarah Waters – więc mam nadzieję, że 2014 okaże się rokiem czytelniczo udanym. Czego każdemu życzę.

_

Reklamy

Informacje o leseparatist

26 lat, nałogowa, entuzjastyczna i obsesyjna czytelniczka. To mój blog o czytaniu - eklektycznym i bezwstydnym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Podsumowanie czytelnicze 2013 roku

  1. Bibliopatka pisze:

    Bardzo ładne wyniki, gratuluję 🙂 I, jak wspominałam, pogrzebię sobie kiedyś w Twoich nazwiskach, by poznać się z nowymi autorkami – bo Munro, którą mi polecałaś, to… sama wiesz, Munro to Munro.
    „Backlash” mam przed sobą – polskie wydanie jest piękne, nie wiem, jak oryginalne. A jak Twoje wrażenia z „Sex…”? Bo moje, gdy – po drugim lub trzecim podejściu – wreszcie to przeczytałam, było takie: to jedna z najgorzej napisanych książek, jakie w życiu widziałam, z koszmarnie wyraźnym grafomańskim sposobem pisania, nieumiejętnością zbudowania jakiejkolwiek atmosfery i operowania językiem (fakt, to ostatnie wrażenie opierane na tłumaczeniu, więc tym bardziej ciekawa jestem, czy oryginał broni się w jakikolwiek sposób). Tego się zwyczajnie nie dało czytać. I jeszcze jedna refleksja – jest to niesamowity przypadek diabelnie marnej książki, z której zrobiono świetny serial. Gdybym najpierw przeczytała „Sex”, serialu za nic nie chciałabym oglądać; a zmusiłam się do przeczytania pierwowzoru tylko i wyłącznie z wielkiej sympatii dla serialu.

    Życzę Ci powodzenia w realizowaniu czytelniczych planów w 2014 🙂 Podrzucaj ciekawe nazwiska, może znów mnie czymś zarazisz.

    • leseparatist pisze:

      Moją ponowną lekturę sponsorował po pierwsze rewatching i nawrót nostalgii, po drugie pamięć, że tłumaczenie było beznadziejne (czytałam chyba w liceum, jakoś na początku i już wtedy mnie drażniły niezgrabności językowe ewidentnie wynikające z problemów zarówno z angielskim jak i polskim), a po trzecie – lektura recenzji, która bodajże określiła Sex jako satyrę / comedy of manners („obyczajowa” to tak nie oddaje dla mnie do końca tego, o co chodzi). Porównano tam Bushnell do Wharton 😉 I użyto cytatu, który natychmiast mnie kupił:
      „‚It’s cute. It’s light. It’s not Tolstoy.’
      ‚I’m not trying to be Tolstoy,’ Carrie said. But of course, she was.”

      Coś w tym jest, co do mnie trafia – powieściowe SatC (co w sumie jest oksymoronem, bo SatC to tak naprawdę zbiór felietonów) odznacza się może nie genialnym stylem, ale *głosem* zza kadru, który do mnie trafia. Dla mnie się przez to spokojnie broni 😉 Ba, zamierzam prędzej czy później sięgnąć po prequele o młodzieżowej Carrie!

      Jakbyś miała okazję przeczytać, bardzo polecam Fun Home, to jedna z najlepszych rzeczy, które czytałam w zeszłym roku. I Zła matka Ayelet Waldman, która ma przyzwoite tłumaczenie!

      Też kupiłam sobie polskie wydanie Reakcji i muszę po nie jeszcze sięgnąć, żeby przeczytać wstęp Agnieszki Graff 😉

  2. Rawka B. pisze:

    Przypomniałaś mi, że przeczytałam kiedyś SATC! I pamiętam dojmujące uczucie przez cały czas czytania że chyba ktoś mnie zrobił w jako albo czegoś nie zrozumiałam, bo to jest zupełnie inne coś, jakościowo i fabularnie. Atmosfera, postaci, wreszcie przyciężki język – ja naprawdę myślałam, że to jakiś marny fanfik przebrany za książkę na serio 🙂
    Tłumaczenia nie przeczytałam nigdy i raczej nie przeczytam, ale podejrzewam, że mogło być tylko gorzej 😀

    • leseparatist pisze:

      To prawda, że znając serial można się mocno przejechać na oczekiwaniach, że to będzie o tych samych ludziach (a nie jest), chociaż tym razem najpierw przeczytałam, potem obejrzałam kilka pierwszych odcinków i niektóre dialogi były żywcem 😉 ale brak tych postaci drugoplanowych, do których się przywykło. Ale nie mam takich złych reakcji, może dlatego, że czytałam zaraz po „Revenge Wears Prada”? 😉 A to było tak złe, że aż smutne (jeśli idzie o samo Devil Wears Prada, to książka mi się nie podobała, a film tak, ale książka miała przynajmniej jakieś tam fajne momenty… sequel zaś ma tak okropne zakończenie, że aż boli).

      Zaletą książki – w porównaniu z serialem – jest dla mnie pokazanie rozpadu związku z Bigiem jako ostatecznego. Bohaterka zostaje sama i dobrze jej z tym. I nie powiem, że nie byłam team Big oglądając (byłam, i jak wracam do serialu to lubię go chyba za każdym razem bardziej), ale ucieszyło mnie, że w książce Carrie jest kobietą niezależną i singielką, której romans jest przede wszystkim z miastem.

      Tłumaczenie jest naprawdę znacznie gorsze, jeśli mnie pamięć nie myli…

      • Bibliopatka pisze:

        Kurczę, a mnie się zdawało, że w książce związek z Bigiem trwał – mam wrażenie, że ostatnie zdanie ostatniego tekstu brzmiało „Carrie i Pan Big są wciąż razem”. Nie mam własnego egzemplarza (na szczęście), by sprawdzić, ale byłabym gotowa przysiąc, że tak się to kończy.
        Natomiast w serialu ogromnie mnie ujęło to, czego brakowało mi właśnie w książce – przyjaźń bohaterek, kobieca solidarność – dotycząca i gadania o facetach, pocieszania się oraz doradzania sobie, i wypadów na zakupy, i wspierania się w ciężkich życiowych momentach, i takiego zwykłego bycia razem w swoim towarzystwie; tak, tego mi w książce brakowało ogromnie, tam miałam wrażenie, że każda postać kobieca to tylko i wyłącznie potencjalna rywalka w polowaniu na facetów.

    • leseparatist pisze:

      … wiesz co, jak tak napisałaś, to aż mnie szarpnęło, że to pamiętam. Więc porównałam ebooki…
      PL: „Car­rie i Mr. Big wciąż są razem.”
      Oryginał: „Mr. Big is hap­pi­ly mar­ried. Car­rie is hap­pi­ly sin­gle.”

      I nie wydaje mi się, żeby to była kwestia zmiany między wydaniami O_O
      Obejrzałam wydanie niemieckie. Tam też są razem. Jestem mocno zafascynowana, bo wiem, że były dwie wersje zakończenia – ale wydawało mi się, że to nowsze to cały nowy *rozdział* a nie zmiana zdania z „są razem” na „nie są razem”. A niestety nie mogę nigdzie znaleźć angielskiego wydania pierwszego 😦

      Jeśli idzie o nieprzyjazne układy między kobietami – tak, to jest duża wyższość serialu, myślę, że książka też ma trochę takiego potencjału (kobiety na pewno dają sobie dobre rady i porównują ze sobą, ale nie wchodzi to w regiony przyjaźni), ale w gruncie rzeczy jest po prostu dużo bardziej pełna mizantropii 😉 Jak to z satyrą bywa.

      • Bibliopatka pisze:

        O, to nie mocno zaskoczyłaś; przez chwilę myślałam, że tłumacz był tak kreatywny, ale skoro mówisz, że były dwie wersje zakończenia… A właściwie czemu były dwie? Pojawiły się w tym samym czasie czy autorka później zmieniła „razem” na „osobno”?
        Też mi się podoba owo „Car­rie is hap­pi­ly sin­gle” – zwłaszcza że tak mało tekstów kończy się owym ustawieniem głównej bohaterki w pozycji „sin­gle” z określeniem „hap­pi­ly”.
        Przyznam, że podczas czytania nie byłam w stanie dostrzec owej satyry – miałam raczej wrażenie, że czytam odwróconą na lewą stronę wersję „Bridget Jones”… Może miałabym nieco inne wrażenia, gdybym czytała oryginał, ale mówiąc szczerze, nieszczególnie mam ochotę na powtórkę tej książki.

  3. Girl pisze:

    Mam chyba dosyć podobny problem do Twojego – czytałam dużo, sporo dobrych, ciekawych rzeczy, ale niewiele mnie jakoś totalnie zachwyciło i zmieniło moje życie. W sumie [i]Wolf Hall[/i] na mnie zrobił takie wrażenie… Iwasiów [i]Na krótko[/i] też mi się bardzo podobało. Poza tym Kate Elliott. Może w tym roku coś się pojawi bardziej zbijającego z nóg.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s