Książkowa zima: czytanie sezonowe

W taką pogodę ciężko mi dobierać sobie lekturę. Ciągnie mnie albo do pustynnych gorączek, albo do śnieżnych pustek. Wczoraj doczytałam w wielkim amoku piąty tom cyklu Aksumickiego Elizabeth Wein (o którym będzię tutaj osobny wpis) i nie mogłam dziś cały dzień wybrać sobie kolejnej książki do czytania, bo zbyt tęskniłam. Zaczęłam trzy różne, obejrzałam okładki dwudziestu kolejnych. Przeczytałam kilka stron Nalo Hopkinson (nie wciągnęłam się), kilka zdań Meliny Marchetty (zaczęła książkę od snu, no wai). Nie często zdarza mi się, że książka zrobi na mnie takie wrażenie, że nie chcę czytać nic innego nawet po jej zakończeniu. Ale nie każdy ma ten problem, co ja dzisiaj, więc tymczasem: zimowe rekomendacje. Niektóre z nich czytałam bardzo dawno i nie wykluczam, że może ta zima tam wcale nie była aż taka ważna, jak mi się wydaje, ale to są książki, które z zimowym krajobrazem mi się kojarzą, nawet jeśli tylko część fabuły działa się zimą 😉

Obrazek

1. Ronja, córka zbójnika. Astrid Lindgren.

Na początek książka, którą chyba najbardziej intensywniej w dzieciństwie kochałam – na pewno najbardziej z całej Lindgren. Lindgren oczywiście w ogóle jest dość zimowa, ale to właśnie Ronja córka zbójnika najmocniej utkwiła mi w pamięci z uwagi na zimowe krajobrazy – groźne wietrzydła i długi zimowy głód, podczas którego Ronja potajemnie dokarmiała Birka. 

A poza tym: ciężka zima w lesie, dzikie konie i te klimatyczne ilustracje. Idealna lektura na zimę.

 

lrc

2. Lewa ręka ciemności. Ursula LeGuin.

To było moje pierwsze spotkanie z Le Guin w ogóle i jakie trafione. Czytałam to chyba kiedyś jak byłam chora (to była książka z księgozbioru rodziców, choć nie wiem, czy ojciec ją kiedykolwiek sam przeczytał – możliwe, że kupił i leżała) i nie poszłam do szkoły (tęskne czasy), więc może nawet zimą 😉 A na pewno akcja rozgrywała się na planecie Zima, arktycznej i bezlitosnej. Pamiętam chłód, pamiętam lód, pamiętam, że podobało mi się ogromnie i potem ruszyłam do biblioteki zaopatrzyć się w wiele innych LeGuin.

ciemnoscruszadoboju

3. Ciemność rusza do boju, Susan Cooper.

Dopiero co zrobiłam sobie szybką powtórkę z dwóch znanych (Ciemność rusza do boju czyli tom 2, Szary król, czyli tom 4) i nieznanych części cyklu Susan Cooper, klasyczki brytyjskiej literatury dziecięcej i młodzieżowej. Ciemność nie jest moją ulubioną częścią cyklu, ale zimowe klimaty (bożonarodzeniowe, noworoczne, kolędowe) są warte czytania. Ta powieść to przede wszystkim znakomity nastrój, do którego zima wiele dodaje. Nie należy się zrażać bardzo słabym filmem, książki są naprawdę dobre.

life-after-life-cover4. Life After Life, Kate Atkinson.

I wreszcie lektura bardziej niedawna. Life After Life to powieść zarazem bardzo postmodernistyczna i rozgałęziona (jej bohaterka rodzi się wielokrotnie, dopóki nie uda jej się przeżyć swojego życia tak, jak powinna) i obdarzona niemalże staroświecko przyjemną narracją. Angielska zima podczas dzieciństwa bohaterki i potem wojenna i powojenna zima to pory roku, które najbardziej zapadły mi w pamięć.

962821

5. The Winter Prince, Elizabeth Wein.

I ta książka, która zaczęła cały ten mój styczniowy szał (choć czytana parę miesięcy temu, to dopiero teraz dopadłam sequeli). Zimowy książę Elizabeth Wein to nietypowy retelling arturiański, z perspektywy Medraut (Mordreda), nieszczęsnego kazirodczego syna Artosa. Narracja ma formę listów pisanych do Morgause, złej matki trucicielki, przez Medraut, targanego zazdrością o (słabszego, nie zawsze mądrego, chorowitego) młodszego brata i następcę tronu, Lleu. Najlepsze (pełne najstraszniejszego napięcia) sceny odbywają się podczas zimowego pościgu przez zaśnieżone pustkowia. Dalsze tomy już nie śnieżne, bo afrykańskie (ale na swój sposób lepsze, zwłaszcza 4 i 5, bo mniej jednak mimo wszystko ponure).

Inne zimowe książki:

A. S. Byatt, Ragnarok,
Maggie Helwig, Girls Fall Down,
Justine Larbalestier, Magic or Madness,
Astrid Lindgren, Dzieci z Bullerbyn,
C. S. Lewis, Lew, czarownica i stara szafa,
Kate Elliott, Cold Magic (t. 2 to lato, ale t. 1 to epoka lodowcowa),
Eden Robinson, Blood Sports.

A jakie książki Wam kojarzą się z zimą?

(No i teraz po tych wielu próbach bezskutecznego rozpoczęcia nowej książki, wreszcie trafiłam na ten akapit:

The body lay naked and face­down, a death­ly gray, spat­ters of blood stain­ing the snow around it. It was mi­nus fif­teen de­grees Cel­sius and a storm had passed just hours be­fore. The snow stretched smooth in the wan sun­rise, on­ly a few tracks lead­ing in­to a near­by ice-​block build­ing. A tav­ern. Or what passed for a tav­ern in this town.

Więc moja następna lektura to chyba będzie Ancillary Justice Ann Leckie.)

Reklamy

Informacje o leseparatist

26 lat, nałogowa, entuzjastyczna i obsesyjna czytelniczka. To mój blog o czytaniu - eklektycznym i bezwstydnym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Książkowa zima: czytanie sezonowe

  1. Girl pisze:

    Chorus of Mushrooms Hiromi Goto 😉

  2. Pelle pisze:

    „Life After Life”, tak! Skończyłam to 2 tygodnie temu 😉 A wczoraj skończyłam „Smow Child”, które jest tak zimowe jak to tylko możliwe (dzieje się na Alasce). Poza tym wszystkie Curwoody, Londony…

    • leseparatist pisze:

      To prawda, tam jest dużo o bieganiu po śniegu… W sumie pewnie jakichś zimowych Kanad też by się dało poszukać jakbym się zastanowiła.

      I jak Ci się Life podobało? Bo mi bardzo. A dziś być może wygra główną Costa Award ;D

  3. vil79 pisze:

    Z tego, co czytałam ostatnio:
    „Burial Rites” Hannah Kent – rzecz dzieje się na Islandii. Nie tylko zimą, ale tam i latem panuje to wrażenie odcięcia i izolacji.
    „The Still Point” Amy Sackville – częściowo poświęcone wyprawie polarnej.
    „Snow Country” Yasunari Kawabata – tytuł wystarczy sam za siebie. W ogóle Japończycy dosyć lubią temat zimy, prawda? U Murakamiego kojarzę przynajmniej dwie książki z motywem zimowym („Tańcz, Tańcz, Tańcz” i „Norwegian Wood”, jeśli mnie pamięć nie zawodzi)
    „Śnieg” Orhana Pamuka – nie wyobrażam sobie bardziej zaśnieżonej lektury!
    „Prowadź swój pług przez kości umarłych” Tokarczuk – no przecież,

    Z dzieciństwa i młodości niewiele kojarzy mi się zimowo. Dziwnym trafem, upał i lato, czytanie w bezlitosnym słońcu albo pod jabłonią jakoś żywiej wpisało mi się w pamięć.

    Mam natomiast podobny dylemat z wybieraniem kolejnej książki. Prawie zawsze jest to proces skomplikowany i kapryśny, rzadko potrafię wyznaczyć sobie, co czytam w następnej kolejności, choć stosik „to read” przewyższa już ludzkie pojęcie – zwykle ponosi mnie fantazja i w ten sposób czytam teras Borgesa (a zamierzałam tylko sprawdzić, czy to są te opowiadania, które czytałam kiedyś na studiach) zamiast bookclubowej Donny Tartt czy „Winter’s Tale” Marka Halprina (a propos zimy), do której nieśmiało (dużo stron) przymierzam się z okazji ukazującego się wkrótce tłumaczenia oraz filmu (szkoda, że grają w nim aktorzy, których nie znoszę).

    • leseparatist pisze:

      To akurat te Murakamiego książki, których nie czytałam, a jakoś na więcej się nie zbieram póki co. Daj znać jak wrażenia z Winter’s Tale – miałam to kiedyś na liście „to read” (w liceum, bo słyszałam że klasyka urban fantasy-ish(?)) i nigdy nie trafiłam, a teraz jak wiem skąd ehm, zdobyć, to już brak motywacji. (Obsada rzeczywiście średnia…)

      I jak ta Hannah Kent? Mogłabym jakąś Islandię kiedyś przeczytać (ostatnio byłam tam z Byatt i tym jej opowiadaniem o pani zmieniającej się w kamień…)

      Tę Tokarczuk kiedyś muszę przeczytać, może się w tym roku zabiorę 🙂

      • vil79 pisze:

        Hannah Kent akurat nie wiem, dlaczego wymyśliła sobie pisanie o Islandii, skoro jej rodzima Australia też jest wyspą i w intrygujące tematy na pewno obfituje 😉 Książka natomiast podobała mi się na mocną czwórkę – jest to powieść historyczna o ostatniej skazanej w tym kraju na śmierć kobiecie. Dobry styl, interesujące spojrzenie na społeczność tak kosmicznie odległą od współcześnie znanych i skupienie uwagi na żeńskich postaciach… myślę, że warto, powinno się w miarę szybko czytać.

  4. Bibliopatka pisze:

    O, „Dzieci” chętnie bym powtórzyła! Jedna z niewielu książek, o ile potrafię sobie przypomnieć, która pokazuje dziewczyńskie zabawy w pozytywnym świetle i potrafi oddać ich klimat.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s