Międzynarodowy Dzień Kobiet w książkach (podejście drugie)

Z okazji dnia kobiet wpis tematyczny, tak się bowiem przypadkiem złożyło, że akurat skończyłam dziś The Invention of Wingsnajnowszą powieść Sue Monk Kidd, znanej najbardziej chyba z (nieznanego mi akurat) Sekretnego życia pszczół. Ale jakkolwiek do tej ostatniej powieści niezbyt mnie ciągnie, fabularyzowana historia jednej z pierwszych amerykańskich feministek i abolicjonistek, Sarah Grimke, brzmiała jak najbardziej interesująco.

ObrazekAkcja dzieje się w pierwszej połowie XIX wieku, po części w Charlestonie, a po części na Północy. Bohaterkami są wspomniana już wyżej Sarah, córka bogatego prawnika, którego (stosunkowo) zamożny styl życia możliwy jest dzięki posiadanym poza miastem plantacjom, oraz Handful / Hetty, jej niemalże rówieśniczka i niewolnica, podarowana dziewczynce na jedenaste urodziny.

Powieść stanowi kronikę dorastania obydwu kobiet (a także, w mniejszym stopniu, ich młodszych sióstr) i przedstawia niezwykle interesujący obraz przeszkód, jakie stały przed ambitnymi kobietami. Osadzenie w historii (większość biografii sióstr Grimke oparte jest na faktach; historia Handful to w dużej mierze fikcja, ale też zaczepiona w rzeczywistości) stanowi tu niewątpliwy atut. Sarah była abolicjonistką przed Chatą Wuja Toma i emancypantką przed Seneca Falls, prawdziwą pionierką, i poznanie jej historii to poznanie herstorii ruchu praw obywatelskich. Z drugiej strony, książka być może traci z uwagi na problemy z tempem akcji, które może po części też z tego zakorzenienia wynikają – akcja dzieje się zrywami i trwa kilkadziesiąt lat, bohaterka bardzo powoli dociera do swoich realizacji, a jej podróż jest w dużej mierze podrożą wewnętrzną (pisanie ciekawie o tym, że ktoś dochodzi do wniosków nie jest łatwe). Losy bohaterek nie są ze sobą tak blisko splecione, jak można by tego chcieć, co stanowi zapewne dobry wybór ze strony autorki (bo pewnie, chciałoby się, żeby bohaterki były przyjaciółkami, ale jedna z nich była niewolnicą drugiej i to takie proste nie jest). Niemniej jednak – czytało się świetnie, taka bookclubowa książka w dobrym tego słowa znaczeniu.

I aż zacytuję (zarówno książkę, jak i historyczną Sarę Grimke):

„All I ask of our brethren is that they will take their feet from off our necks.”

(„Wszystko, o co proszę naszych braci, to aby (raczyli zdjąć) zdjęli swoje stopy z naszych karków.”)

10705182A kilka dni temu skończyłam też słynną Swietłanę Aleksijewicz, Wojna nie ma w sobie nic z kobiety i tu, niestety, moje rozbudowane oczekiwania zostały zawiedzione. Nie wiem, czy to kwestia znajomości tematu (jednak o tej drugiej wojnie światowej co nieco w szkole się czytało, a i potem cośtam się zdarzyło), czy czytania innych, bardziej brutalnych historii, ale „kobiece spojrzenie” na drugą wojnę ze strony kobiet Armii Czerwonej (zarówno żołnierek jak i wszystkich służb pomocniczych) po prostu nie zrobił na mnie aż takiego wrażenia. Relacje pierwszoosobowe były miejscami przejmujące, zwłaszcza gdy trafiała się jakaś wyjątkowo tragiczna historia (zabijane rodziny, nieszczęśliwe miłości, straszliwe okrucieństwa), ale najbardziej uderzyły mnie zasadniczo dwie rzeczy: po pierwsze, praktyczna nieobecność gwałtu w opowiadanych historiach (była jedna (!)) historia, której narratorka powiedziała, że bała się, że koledzy ją zgwałcą, i chyba jedna-dwie historie, w których narratorki wspomniały o gwałtach na Niemkach). Najwyraźniej Armia Czerwona była najlepiej zdyscyplinowaną armią w historii.  I ja rozumiem, że subiektywne opowieści i przemilczenia świadkiń i rzeczy, o których nie chcą pamiętać, ale od tego jest reporterka.

A druga najbardziej wstrząsająca rzecz to – z jednej strony – patriotyczny zryw tych młodych kobiet, bez zastanowienia, wbrew rodzinom idących na wojnę już teraz, za komunizm, a z drugiej – okropność tego, co je spotkało po wojnie, od przesłuchań począwszy, na społecznym ostracyzmie (bo przecież podczas wojny na pewno się puszczały) skończywszy.

Podsumowując: mieszane odczucia i książka o Czarnobylu zrobiła na mnie większe wrażenie.

A poniżej: przykłady innych czytanych w ciągu ostatnich dwóch lat książek pokazujących historię kobiet.

57498The Salt Roads Nalo Hopkinson. Nie do końca może udany eksperyment, ale warte przeczytania i tak – powieść złożona ze splecionych ze sobą mniej i bardziej interesujących historii kobiet w różnych wiekach i w różnych miejscach, związanych przez nie do końca rozwiniętą postać bogini. Pojawia się między innymi Jeanne Duval (kochanka Baudelaire’a), czarna święta Maria z Egiptu, niewolnice zbierające trzcinę cukrową.
13366241Dwa zbiory opowiadań Emma Donoghue, Astray The Woman Who Gave Birth to Rabbits. Liczne historie kobiet i mężczyzn (ale głównie jednak kobiet, ) w różnych momentach historii, oparte na historycznych śladach, a raczej ich skrawkach – krótkich notatkach prasowych, dziełach sztuki, dokumentach sądowych, stanowiących pozostałość czyjejś historii. Najbardziej z obu zbiorów podobało mi się chyba eksperymentalne opowiadanie o kochance króla, ułożone w formie listy. Ale wszystkie teksty warte przeczytania.

307359Tytułowe opowiadanie jest poświęcone Mary Toft, która symulowała rodzenie królików.  Ale poza nią znaleźć w zbiorze można też historię Effie Gray, żony Ruskina, której losy zostały właśnie zekranizowane (scenariusz Emmy Thompson, film wchodzi do kin chyba w tym roku), Mary Wollstonecraft, czy XIX-wiecznych aktywistek praw zwierząt. Do tego wszystkiego trochę lesbijskiej historii, a to zawsze miło.
13136119No i na koniec, nowsza Jeanette Winterson – powieści tej autorki z reguły mi się podobają, choć nie zawsze w takim samym stopniu – The Daylight Gate, historia o czarownicach, polowaniach na czarownice (i heretyków), diable i lęku przed kobietami, osadzona w XVII-wiecznej Anglii, to dla mnie akurat powrót do lepszej formy Winterson.

Polecenia książek o herstorii albo chociaż mogących się jakoś w temat Dnia Kobiet wpisać mile widziane!

Reklamy

Informacje o leseparatist

26 lat, nałogowa, entuzjastyczna i obsesyjna czytelniczka. To mój blog o czytaniu - eklektycznym i bezwstydnym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Międzynarodowy Dzień Kobiet w książkach (podejście drugie)

  1. Girl pisze:

    Mam wrażenie, że niestety reportaże są jednak nie do końca dla mnie 😦 Memoiry jak najbardziej, ale reportaże jakoś nie podchodzą.

    Pewnie wreszcie przeczytam coś Donoghue 😉

  2. leseparatist pisze:

    Ja ciągle mam nadzieję, że bywają też sensowniejsze reportaże i muszę spróbować jakiegoś innego autorstwa… czegoś z głosem zza kadru 😉

    No to przeczytaj, te zbiory się bardzo szybko czyta zresztą 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s