Boy, Snow, Bird & All Our Pretty Songs

19442373 16045120Przeczytałam ostatnio dwa nietypowe retellingi – jeden z nich to Boy, Snow, Bird, najnowsza powieść Helen Oyeyemi, brytyjsko-nigeryjskiej pisarki, którą znam od wielu lat (czytałam: Icarus Girl, Mr Fox, White Is for Witching), a drugi – All Our Pretty Songs, debiut amerykańskiej pisarki, Sarah McCarry, siedzący gdzieś na granicy między young i new adult. Obie powieści biorą na tapetę klasyczne historie: BSB jest oczywiście, jak tytuł wskazuje, inspirowany Królewną Śnieżką (nie zabraknie więc luster, jabłek i złych macoch/matek), zaś AOPS – greckiej mitologii (w szczególności zaś Orfeusza i Hadesa). Obie można też czytać jako zasadniczo realistyczne i elementy fantastyczne uznać wyłącznie za metafory – w przypadku Oyeyemi część recenzentów była tym chyba zawiedziona. W przypadku McCarry, zdania czytelników były zaś wybitnie podzielone i Goodreads przynajmniej pełne jest recenzji skrajnie entuzjastycznych i skrajnie negatywnych. Dawno nie czytałam niczego tak kontrowersyjnego. Nienawistników odrzuciła zarówno nietypowość wprowadzenia elementów fantastycznych (część czytała jako realistyczną i nagły zwrot ku realizmowi magicznemu / fantastyce ich zaskoczył, część spodziewała się wiernego retellingu i więcej magii; poza tym autorce oberwało się za seks i narkotyki w książce dla [starszej] młodzieży / osób koło 20-tki – jak wiadomo, seks i narkotyki są odpowiednie w literaturze głównego nurtu, jakby to Cormac McCarthy albo inny Roth pisał, to byłoby git).

Kolejną cechą wspólną obu powieści (swoją drogą, okładki też są nieco podobne – biała i czarna, każda z dużym napisem i roślinnymi motywami) jest pierwszoosobowa narracja. Wiem, że wiele osób takowej nie trawi, ale jedną z rzeczy, które najbardziej mnie w książkach kupują jest głos. Nie musi on wynikać z narracji pierwszoosobowej, może to być narracja trzecioosobowa, czy nawet drugoosobowa, ale trafia do mnie silne, zdecydowane i pewne siebie prowadzenie narracji. I to jest test, który zdały obydwie książki, zresztą warto zobaczyć pierwsze akapity obydwu, zaczynając od Boy, Snow, Bird:

no­body ev­er warned me about mir­rors, so for many years I was fond of them, and be­lieved them to be trust­wor­thy. I’d hide my­self away in­side them, set­ting two mir­rors up to face each oth­er so that when I stood be­tween them I was in­finite­ly re­flect­ed in ei­ther di­rec­tion. Many, many me’s. When I stood on tip­toe, we all stood on tip­toe, try­ing to see the first of us, and the last. The ef­fect was dizzy­ing, a vast pulse, not quite alive, more like the work­ing of an au­toma­ton. I felt the re­flec­tion at my shoul­der like a touch. I was on the most fa­mil­iar terms with her, same as any oth­er ju­nior dope too lone­ly to be se­lec­tive about the com­pa­ny she keeps.

Zaś początek All Our Pretty Songs to:

Aurora and I live in a world without fathers. Hers is dead and mine was gone before I was born. Her house in the hills is full of his absence: his guitars in every room, his picture on all the walls, his flannel shirts and worn-through jeans still hanging in the closets, his platinum records on the mantel of the marble fireplace that is so big we both used to crawl inside it when we were little. He is everywhere, and so we never think about him. Aurora’s mother is a junkie and mine is a witch. When I say it like that, it sounds funny, but that doesn’t mean it’s not true.

Idąc dalej – obie powieści mają silne wyczucie czasu i miejsca i świetnie kreślą konteksty opowiadanej historii, obie skupiają się na kobietach i dziewczynkach i relacjach siostrzanych oraz rodzicielskich pomiędzy nimi, obie są mocno stylizowane i obie mają tzw. zaskakujące zakończenia.

Boy, Snow, Bird rozpoczyna się w latach czterdziestych i opowiada o młodej kobiecie imieniem Boy, która wychowywana jest przez skłonnego do przemocy, samotnego ojca, którego bohaterka/narratorka nazywa zwykle Szczurołapem. Pewnego dnia bohaterka ma dość i ucieka z domu – trafia do Flax Hill, gdzie wytwarzane są „piękne rzeczy” i gdzie poznaje Arturo, zamożnego jubilera i wdowca, oraz jego piękną córkę, Snow, tak jasną, jak jej imię.

Powieść opowiada też o społecznym zjawisku passing, czyli umiejętności przekonującego udawania, że posiada się inną tożsamość, niż „rzeczywista” – można to odnieść do udawania, że jest się białym, gdy się białym nie jest, ale też do osób nie-heteroseksualnych, nie-cisseksualnych czy po prostu biednych.

Nie chciałabym za wiele zdradzać, bo powieść pewnie warto czytać, nie znając kolejnych zakrętów – choć ja osobiście te zakręty lubiłam w niej chyba najmniej. Przyciągnął mnie do niej głos, nigdy nie ujawniający całej prawdy o narratorce, i styl w ogóle („Be­com­ing Mrs. Whit­man was a qui­et af­fair that I didn’t have to di­et for.”), a nie fabuła – zresztą, wybory fabularne nie zawsze do mnie trafiały, dość często spodziewałam się, że coś będzie ważne – a nie było, że dowiemy się czegoś więcej – i się nie dowiedziałam, postaci drugoplanowe odsuwały się w tło i zarysowane zagadki nigdy nie doczekiwały się rozwiązania. To taki labirynt z licznymi uliczkami bez wyjścia, i tylko znakomita narracja przekonuje mnie, że to celowy zabieg a nie nieuwaga autorki. SPOILER: zaznacz, by przeczytać: (Zaś ostatni zwrot akcji, zaskakujące zakończenie, wydaje mi się mocno problematyczne i dalej nie wiem do końca, co o nim myśleć. Ale tematycznie i symetrycznie pasuje doskonale.)

All Our Pretty Songs nie jest tak pewne siebie i zgrabne, jak Boy, Snow, Bird. To powieść czerpiąca z grunge’u lat 80/90tych i opowiadająca historię o dwóch dziewczynach, Aurorze – córce książkowego odpowiednika Kurta Cobaina, ćpającej i uprawiającej przelotny seks nastolatce, którą powoli pochłania ten sam niebezpieczny świat, który zabił jej ojca, oraz bezimiennej narratorce, jej najlepszej przyjaciółce i praktycznie siostrze, która zawsze jest tą odpowiedzialną, trzeźwą, gotową wyciągać Aurorę z niebezpiecznych sytuacji. Do tego wszystkiego wplątuje się w tę sytuację Jack, utalentowany muzyk (i facet na tyle starszy, że budzi spore obiekcje liberalnej matki narratorki), który staje się obiektem pierwszej miłości / ogromnej erotycznej fascynacji narratorki. (Ale nie jest to powieść o miłosnym trójkącie, choć dużo tam do niego nie brakuje.)

Siłą powieści jest język i stylizacja – autorka znakomicie oddaje wrażenia i zmysłowość, ale też psychikę postaci i w szczególności ich silną, niemalże symbiotyczną więź. Dość późno ujednoznaczniona fantastyczność fabuły rzeczywiście wydaje się może niektórym odrobinę”pastede on”, jak to się kiedyś mówiło – doklejona tak, że widać granicę i szwy – ale nie przeszkadzało mi to specjalnie. Bardzo dobrze zarysowano za to postaci drugoplanowe, w szczególności matki bohaterek (które a long time ago (…) used to be friends, że tak żartobliwie zacytuję piosenkę) i przyjaciela z pracy narratorki, który pomaga jej przetrwać trudne chwile.

Sarah McCarry zapowiedziała kontynuację (a właściwie chyba prequel, bo ma być o matkach bohaterek?) i tego jestem właściwie ciekawa nawet bardziej.

Obie książki oceniłam na goodreads na 4 z 5 możliwych gwiazdek i obie podobały mi się bardzo. Polecam, choć chyba nie do każdego mogą trafić.

Reklamy

Informacje o leseparatist

26 lat, nałogowa, entuzjastyczna i obsesyjna czytelniczka. To mój blog o czytaniu - eklektycznym i bezwstydnym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s