Podsumowanie marcowe

W marcu zamierzałam ambitnie zrobić sobie miesiąc historii i literatury kobiet, i nawet szło mi dość dobrze, a potem na sam koniec jakoś wmówiłam sobie, że Su Tong to kobieta (nope i wstyd, ale byłam przekonana, że kiedyś czytałam jakąś recenzję, piszącą o nim per „she”…) i mój plan poszedł się gonić. Wszystko dlatego, że nie doczytałam opisu na dokładce, a nie doczytałam opisu na okładce, bo wydawnictwo z Yimou Zhanga zrobiło Yimona. Classy. 

No ale nic to. Trudno się mówi i żyje się dalej. Poza tym:

Marzec to ~3100 stron (więc mniej niż bym chciała, ale przyzwoicie). Dziesięć książek, w tym dziewięć autorek kobiet i jeden mężczyzna. Dwie przeczytane po polsku. Jeden tekst krótki (40 stron). Jeden zbiór novelli. Siedem powieści. Jeden reportaż. Siedem książek bezpośrednio związanych z historią (!) – była XVIII-wieczna Rosja sprzed panowania i z początku panowania Katarzyny Wielkiej, była XIX-wieczna Anglia i XIX-wieczna Ameryka (respektywnie – kobiety w nauce i kobiety-sufrażystki-abolicjonistki), były lata 20-te, 30-te i 40-te w Chinach, była II wojna światowa w ZSRR, były lata powojenne w Stanach i Indie po uzyskaniu niepodległości.

Prawie połowa książek to tym razem stricte literatura głównonurtowa. Poza tym trzy YA (i niestety, tylko opowiadanie trafione do końca), romansidło (<3) i reportaż.

Cztery książki nie-białych autorów, co jest całkiem przyzwoitym wynikiem. Pełna lista poniżej:

26. Swietłana Aleksijewicz, Wojna nie ma w sobie nic z kobiety
27. Leigh Bardugo, Shadow and Bone
28. Sue Monk Kidd, The Invention of Wings
29. Helen Oyeyemi, Boy, Snow, Bird
30. Courtney Milan, The Countess Conspiracy
31. Cassandra Clare, The Course of True Love (and First Dates) (Magnus Bane #10)
32. Eva Stachniak The Winter Palace
33. Holly Black, The Coldest Girl in Coldtown
34. Jhumpa Lahiri, The Lowland
35. Su Tong, Zawieście czerwone latarnie

 

Ulubioną książką miesiąca będzie tym razem Boy, Snow, Bird Helen Oyeyemi, opisana już we wpisie na blogu. Najsłabszą niestety – Leigh Bardugo i jej nijakie i rozmyte Shadow and Bone. Rozczarowały mnie też Aleksijewicz (miałam wyższe oczekiwania) i Su Tong (j/w + słabe tłumaczenie), za to pozytywnie zaskoczyła Sue Monk Kidd, dość wciągnęła Eva Stachniak i zaciekawiła Jhumpa Lahiri. Courtney Milan była przyjemna – zgodnie z oczekiwaniami – a Holly Black troszkę zawiodła (jeśli idzie o alternatywy dla młodzieżowej literatury o wampirach to Team Human to to nie jest), ale czytała się też przyjemnie.

Poza tym rozpoczęłam nowe wyzwanie – 52 / 52 – i jestem już prawie w połowie pierwszej książki (z jedzeniem) – Eating Animals Jonathana Safrana Foera.

Plany na kwiecień: być może dorwę gdzieś nieszczęsną następną część Dory Wilk, co do której mam bardzo złe przeczucia. Chciałabym też przeczytać coś feministycznego non-fiction, bo dawno się nie udało mi zmobilizować. Czeka też na mnie Thomas King, podarowany Żonie na urodziny, i znając życie, przynajmniej jakiś jeden romans gdzieś wcisnę (zobaczymy tylko, czy długi, czy krótki). No i wylosuję kolejne cztery książki do wyzwania, więc czekają mnie jakieś czytelnicze niespodzianki. I czaję się na jakąś starszą Kate Elliott, bo jej nowsze powieści bardzo przypadły mi do gustu.

Powinnam przeczytać więcej książek na papierze w tym miesiącu – w zeszłym były tylko dwie z dziesięciu, a półki czekają. I to chyba tyle.

Reklamy

Informacje o leseparatist

26 lat, nałogowa, entuzjastyczna i obsesyjna czytelniczka. To mój blog o czytaniu - eklektycznym i bezwstydnym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Podsumowanie marcowe

  1. Bombeletta pisze:

    Od jakiegoś czasu w planach mam „The Lowland”(same pozytywy o tej książce czytałam) i rozmyślałam nad „The Coldest Girl in Coldtown”, ale to chyba YA jest, więc odpadło 🙂 I zgadzam się całkowicie, że „Boy, Snow, Bird” była prześwietna 🙂

    • leseparatist pisze:

      Ja akurat nie byłam aż tak pod wrażeniem The Lowland – trochę zbyt ponure, trochę zbyt uporządkowane, trochę zbyt bezosobowe dla mnie – ale to chyba kwestia zupełnie indywidualna, Żona była zachwycona z kolei.

      Nie spisuj YA jako takiego na straty, to przecież tylko marketing label 😉 Jest bardzo dużo wartościowych, świetnych książek, które się tak klasyfikuje – Code Name Verity na przykład, niektóre Westerfeldy – ale ta Holly Black po prostu nie robi szału. Jest porządna, ale nie zostawia trwałego wrażenia.

      Mr Fox Oyeyemi i White Is for Witching też mi się bardzo podobały, polecam. Tylko debiut nie przypadł mi do gustu.

      • Bombeletta pisze:

        Do Helen Oyeyemi na pewno jeszcze wrócę, bo mnie mocno do siebie przekonała.

        Co do YA to raczej już nie dla mnie, ale nie odmawiam im wartości – wszędzie znaleźć można coś fajnego 🙂

        A z Lowland przy okazji się zapoznam, z ciekawości 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s