Wszyscy wychodzimy z siebie

Dawno nie byłam tak zadowolona z wyboru książki jak teraz.

16176440Nową powieść Karen Joy Fowler, We Are All Completely Beside Ourselves, mogę z czystym sumieniem polecić szeroko. To moja pierwsza lektura powieści tej autorki, która zasłynęła przede wszystkim zekranizowanym Klubem miłośników Jane Austen. Film nawet widziałam, ale nie zrobił na mnie jakiegoś głębszego wrażenia i nie zapałałam po nim ochotą na lekturę, zwłaszcza, że Żona książkę czytała i nie narzekała na nią, ale też nie rekomendowała jakoś specjalnie. Niemniej jednak sama Fowler jest autorką prozy bardzo różnorakiej (szerzej rozumianej fantastyki, na przykład) i spotkałam się z wieloma entuzjastycznymi recenzjami, a po wydaniu jej najnowszej książki zaczęłam niemalże potykać się o zachwyty ze stron wielu cenionych przeze mnie blogerów książkowych. I wszystkie te pochwały okazały się, moim zdaniem, w pełni zasłużone.

Spróbuję nakreślić jak najogólniej obraz tej powieści, choć tak naprawdę – warto ją czytać wiedząc o fabule jak najmniej. Nie należy czytać (innych) recenzji, ani nawet opisu z tyłu okładki.

To historia rodzinna, historia o młodości, historia o godzeniu się z utratą i z własnym sumieniem, o inności i odpowiedzialności, nauce i granicach eksperymentu. Zasadnicza akcja rozgrywa się w ciągu miesięcy, ale opowieść w niej zawarta sięga od lat 70-tych do zupełnie niedawnych. Bohaterką i narratorką jest Rosemary Cooke, i jak przystało na kogoś o takim imieniu, w dużej mierze zajmuje się ona rozszyfrowywaniem swoich wspomnień. Rosemary jest na swój sposób ostatnim dzieckiem swoich rodziców – jej brat jest poszukiwany listem gończym, a losy siostry stanowią centralną zagadkę powieści. Gdy matka powierza jej swoje dzienniki, Rosemary nagle musi stawić czoła przeszłości, którą długo starała się zapomnieć.

We Are All Completely Beside Ourselves ma wiele zalet – jest napisana z ogromną pewnością siebie i znakomicie dobranym narratorskim tonem (na przemian gorzkim i komicznym, zawsze we właściwych proporcjach), opowiada fascynującą historię (wciągającą niczym książki z dużo niższej półki, ale potraktowaną wrażliwie i odpowiedzialnie jak przystało na szanującą czytelnika literaturę), operuje umiejętnym i wyrafinowanym językiem, trafia we właściwe emocjonalne struny. Specjalnie wstałam wcześniej w sobotę, żeby doczytać ją przed pracą, tak mnie wciągnęła.

Autorka ewidentnie wykonała kawał dobrej roboty w osadzeniu powieści w czasie. Z oczywistych przyczyn nie mnie oceniać, na ile właściwie oddano realia lat 70-tych, do których trafiamy w retardacjach i wspomnieniach bohaterki, ale jej zasadnicza współczesność, lata 90-te, i amerykański kampus, nakreślone są w sposób, który wydaje się rozpoznawalny i wiarygodny. Co ważniejsze, bardzo wiarygodny jest portret psychologiczny bohaterki/narratorki, a jej trudne rodzinne relacje i sposób radzenia sobie z traumą – naprawdę przejmujące.

Jestem pewna, że sięgnę po więcej książek tej autorki i jeśli będą w 3/4 tak dobre, jak ta, to nie będę miała czego żałować.

Reklamy

Informacje o leseparatist

26 lat, nałogowa, entuzjastyczna i obsesyjna czytelniczka. To mój blog o czytaniu - eklektycznym i bezwstydnym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Wszyscy wychodzimy z siebie

  1. Pingback: Kwietniowe czytanie w podsumowaniu | leseparatist czyta

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s