4/52: powieść historyczna

Wylosowałam tę nieszczęsną POWIEŚĆ HISTORYCZNĄ trochę poniewczasie, bo dopiero co naczytałam się historycznych po uszy w marcu. Ale co robić, dokonało się, można tylko luknąć na listę „do przeczytania”, dojść do wniosku, że w sumie wolałabym coś innego i postanowić zaryzykować, sięgając po Elizabeth Gilbert, autorkę Jedz, módl się, kochaj, i jej powieść historyczną – The Signature of All Things [polskie wydanie: Botanika duszy].

{6BCFAD13-CC38-4C6D-9FE3-972A9D7E5892}Img400Nowa powieść Gilbert jest dla mnie bardzo trudna do zdefiniowana. Wielokrotnie zaskakiwała mnie z uwagi na bardzo nietypowe tempo akcji – miejscami przeskakiwała całe dekady, i to dekady, które wydawałyby się kluczowe dla bohaterki powieści z elementami romansu. Opis z okładki okazał się mylący. Zapowiadane skupienie na ewolucji – pojawiło się wyłącznie w ostatniej sekcji książki. Wielka miłość bohaterki okazała się błędnym tropem. Spodziewałam się zupełnie innych zwrotów akcji, niż autorka serwowała. Czasami wyszło to powieści na dobre, czasami nie do końca.

Mam wobec książki ogromnie mieszane uczucia, i trudno opisać to nie popadając w poważne spoilery. Na pewno mocną stroną książki jest ta cała botanika. Alma, córka potentata farmaceutyki i handlu roślinami, jest zafascynowana mchami i poświęca życie ich badaniu. Ten wątek – a także historia jej ojca, stanowiąca niejako prolog – to moje ulubione części książki. Mieszane uczucia mam wobec bardzo mocnej fascynacji masturbacyjnymi praktykami bohaterki – zasadniczo lubię  czytać o kobiecej autoerotyce, to tabu, którego łamanie wydaje mi się cenne i ciekawe, ale tutaj było go może za dużo, może zbyt łatwo (choć skojarzenie masturbacji z czytaniem z kolei bardzo mi się podobało, no i epoka rzeczywiście chyba dość obfitowała w prurient reading material). Rozumiem, że na swój sposób stanowi to odzwierciedlenie samodzielności (/ samotności) bohaterki, ale przygnębiło mnie ostatecznie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, jak wyglądała cała reszta jej życia erotycznego.

Wątek męża Almy podobał mi się zaś dużo mniej, gorszy był już tylko wątek magicznych brązowych ludzi, którzy pozwalają Almie na osiągnięcie poznania, którego tak pragnie (i naukowo, i erotycznie), który to wydawał mi się w bardzo złym guście. To ten moment, gdy książka zbliżyła się do sztampy współczesnych historii o seksturystyce zamożnych białych kobiet, pod palmami doznającymi wymarzonych orgazmów i nieoczekiwanego oświecenia.

Książka bardzo wciągała, ale ostatecznie okazała się dla mnie przygnębiająca (może i bohaterka była zadowolona ze swojego życia, ale ja mniej, chciałabym dla niej jakiegoś większego sukcesu albo chociaż mniej dotkliwych porażek, albo mniej obrazów tragizmu homoseksualności), a to przecież z założenia chyba ma być taki balsam dla duszy – przynajmniej sądząc po tytule tłumaczenia. No a ja potrzebowałam balsamu po lekturze.

Jeśli mam czytać książkę o kobiecie-naukowczyni zajmującej się botaniką i ewolucją w XIX wieku, to wolę Courtney Milan i jej The Countess Conspiracy… Więc na poprawę humoru w ciągu dwóch dni pochłonęłam wczesną Milan, Unveiled, romansidło historyczne wydane przez Harlequina. I przynajmniej trochę poprawiło mi humor. Więc zasadniczo przeczytałam dwie powieści historyczne.

Żondehnel_-_lalaa tymczasem sięgnęła po Lalę Jacka Dehnela. Na poły tradycyjnie już poniżej jej krótkie impresje na temat:

Nie do końca historyczna (winię zwodniczy opis). Rodzinna opowieść o opowieściach: narrator przywołuje historie opowiadane przez starzejącą się babcię, zarazem podważając możliwość stuprocentowo prawdziwego zapamiętywania.

Bardzo wciągające, momentami przezabawne, a pod koniec – bardzo smutne. (I oczywiście wszystkie promocje na Dehnela się zdążyły już skończyć…)

(Mnie Żona namówiła do lektury i jakoś nie za długo się chyba też za Lalę zabiorę.)

 

> Następna wylosowana kategoria to POWIEŚĆ WYDANA W CIĄGU OSTATNIEGO ROKU. Oznacza to, że sięgam po (dzisiaj otrzymane pocztą!) Wszystko zostaje w rodzinie Anety Jadowskiej. I prawdopodobnie dziś lub jutro wrzucę od razu wpis z moimi oczekiwaniami / lękami odnośnie książki, zobaczymy, jak to nam lektura zweryfikuje. Za książkę muszę podziękować zresztą znajomej z Goodreads, która przysłała mi własny egzemplarz (dotychczasowe części kupowałam w e-bookach, ale po lekturze tomu 3 powiedziałam sobie, że nie).

Reklamy

Informacje o leseparatist

26 lat, nałogowa, entuzjastyczna i obsesyjna czytelniczka. To mój blog o czytaniu - eklektycznym i bezwstydnym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „4/52: powieść historyczna

  1. Bombeletta pisze:

    A mi tak się podobało! Mam słabość do prozy Gilbert (nawet „Eat, Prey, Love”) i to może też dlatego – uwielbiam jej szczery, otwarty sposób pisania, a w przypadku historii Almy Whittaker – jej magiczną „kronikarskość” 🙂
    „Lala” kusi – krąży gdzieś po rodzinie – muszę zdobyć 🙂

    • leseparatist pisze:

      Nie mam specjalnych zarzutów do formy (dość fajna narracja), ale jednak nie do końca przekonała mnie treść. Na przykład to fellatio, będące obsesją Almy, to mógłby być nawet dość ciekawy motyw, ale jakoś tak… niezbyt wyszło, jak dla mnie, zbyt neatly – że akurat miała to jedno jedyne fellatio w życiu i to tak idealnie, i jako sposób opłakiwania męża z mężczyzną, który go tak przeleciał, że mąż się aż od tego zabił (no i to było takie okropne, że dał się uwieść, a potem się zabił, no okropne po prostu :()

      Zasadniczo powieść miejscami chce iść w realizm magiczny, ale jednak nie idzie, miejscami chce iść w romans, ale nie idzie. Gdy jest kronikarska, to jest fajna, ale czemu taka kronika nieszczęść! ;D Alma była fajna (także dlatego, że daleka od ideału, biorąc pod uwagę jej zachowanie wobec Prudence), ale żałowałam, że nie posłuchała rady ojca i w którymś momencie sobie nie znalazła jakiegoś stajennego, przyznam przyziemnie. Mogłaby nawet na sam koniec, już w Holandii… (Tak cały czas myślałam, że ta pornografia z początku, z kobietą po 70tce, to będzie foreshadowing, ale był tylko masturbacji…)

      Za to mchy bardzo mi się podobały, sama lubiłam mchy od małego ;D

      • Bombeletta pisze:

        Fakt, że jej wszystkie seksualne doświadczenia były takie „perfekcyjne” i pojedyncze, do policzenia na palcach jednej ręki, a do tego tak jakoś opornie jej przychodziły pomimo jej wyzwolenia. Pod tym względem była tam duża pozorność, raczej kobieta wyzwolona pod względem profesjonalnym (dzięki renomie ojca), ale totalnie wycofana seksualnie (pruderia po matce). To faktycznie średnio pasowało. No nie wspominając o tej masturbacyjnej obsesji, która ostatecznie nie miała żadnego odbicia. Stajenny byłby jak najbardziej na miejscu. Chociaż na chwilę.

        Ale Alma jako postać była naprawdę ciekawa i szkoda mi jej było. Ale może była to próba odzwierciedlenia problemów wykształconej, wolnej kobiety tamtych czasów? Jakaś odnoga tego wyzwolenia?
        Tak, mchy zdecydowanie fajne są 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s