6/52: książkowe zaległości

Zeszłotygodniowe czytanie w ramach 52/52 było bardziej ambitne – wylosowaną kategorią było bowiem czytanie książkowych zaległości, KSIĄŻKI, KTÓRĄ MIAŁAM JUŻ DAWNO TEMU PRZECZYTAĆ. Ponieważ chyba nie zdarzyło mi się nie przeczytać zadanej lektury (z wyjątkiem Robinsona Cruzoe, ale to nie chciało mi się czytać go znowu), chodzić mogło albo o braki w klasyce, albo o coś, co zaplanowałam dawno temu i jakoś nie wyszło. W tej ostatniej kategorii dość szybko doszukałam się Michaela Chabona i jego powieści nagrodzonej nagrodą Pulitzera, The Amazing Adventures of Kavalier & Clay.

3985

Niezwykłe przygody Kavaliera i Claya to powieść o dwóch fikcyjnych twórcach komiksów, tworzących podczas Złotej Ery komiksu. Joseph Kavalier jest uchodźcą, Żydem z Austrii, który trafił do Nowego Jorku do ciotki i babci tuż przed wybuchem II wojny światowej. Jego kuzyn, Sammy Clay, marzy o karierze w komiksie, ale lepszy jest jako pisarz niż rysownik. Na szczęście jednym z licznych talentów Josepha (oprócz sztukmistrzowstwa w stylu Houdiniego) jest także rysowanie. Jako duet wymyślają oni postać „Eskapisty”, superbohatera, którego nie są w stanie powstrzymać łańcuchy ani mury, i który walczy z nazistami. Powieść inspirowana jest Obywatelem Kane’em, komiksami w ogóle i – jak zwykle u Chabona – historią zagłady Żydów (tłem jest w dużej części II wojna światowa) oraz ojcostwem w wielu różnych formach (biologicznych i niebiologicznych). Wśród postaci znajduje się też Rosa Saks, ukochana Josepha, jego nauczyciel magii, aktor grający postać Eskapisty w radiowej adaptacji, właściciele praw do Eskapisty i wielu innych mężczyzn oraz kilka kobiet.

Chabon to pisarz, którego naprawdę bardzo lubię. Byłam zachwycona Związkiem Żydowskich Policjantów i świetnie czytało mi się Werewolves in Their Youth. Mniejsze wrażenie zrobiła na mnie Sherlockowa novella „The Final Solution”, ale nikt nie jest doskonały. Niestety, doskonałe nie były też Niesamowite przygody.

Doceniam ich misterną konstrukcję i wielowątkową narrację. Skoki w czasie i zmiany punktów widzenia, narrację wszechwiedzącą nagle wybiegającą w przyszłość lub przeszłość, retardacje i zbliżenia, nietypową „pracę kamery”, by pociągnąć porównanie do Obywatela Kane’a. Podobała mi się pomysłowość Chabona w splataniu prawdziwej historii komiksu (oskarżenia o niemoralność, procesy z Supermanem) ze zmyślonymi komiksami i ich twórcami, opisanymi w pełen przekonania i detalu sposób. To bardzo zgrabny zabieg. A jednak powieść jest dla mnie o klasę niżej niż Yiddish Policemen’s Union. Postaci drugoplanowe wydają się dość blade. Relacja między głównymi bohaterami – nie tak dobrze zarysowana. Humor – mniej trafiony. Uczucia – mniej przejmujące. Świat przedstawiony – ciekawy, ale nie tak fascynujący i pomysłowy. Nie podobał mi się też  do końca sposób pisania Rosy Saks, w zasadzie jedynej ważnej postaci kobiecej, zwłaszcza z początku – i postaci kobiece w Związku były znacznie ciekawsze.

Moją zasadniczą obiekcję dotyczącą książki odnotowałam na goodreads czytając. Gdzieś w połowie powieści trafia się scena, w trakcie której bohaterka chce namówić bohatera do seksu. Bierze więc jego penisa do ręki. Następują trzy strony dygresji. Bohater patrzy na swojego penisa. Następują dwie strony dygresji. Bohaterka chwyta penisa nieco mocniej.

Szczerze mówiąc za każdym razem, gdy wracaliśmy do penisa, musiałam sobie przypominać, że ten penis tam był i co się z nim dzieje. Przewaga dygresji nad zasadniczą akcją nie musi być czymś złym, ale tutaj zwracała moją uwagę w negatywny sposób.

A zakończenie było dla mnie mało przekonujące. Powieść dobra, ale – dla mnie, przynajmniej przez porównanie z Yiddish Policemen’s – nie zachwycająca. Najchętniej przeczytałabym więcej Chabona raczej od strony esejów albo opowiadań, choć kilka znanych powieści jeszcze przede mną. Niestety, po te ostatnie chyba zbyt szybko nie sięgnę.


Żona tymczasem wzięła się za dawno odkładaną na później klasyczną powieść Margaret Atwood, Ślepego zabójcę (czytanego w oryginale, The Blind Assassin). Przeklejam, co napisała, poniżej.

227614Atwood wie, jak działa literatura i wie, jak pisać książki. Jej powieści są zawsze bardzo dobrze napisane i – niemal zawsze – bardzo przygnębiające. The Blind Assassin zdobywa w tej konkurencji nawet więcej punktów niż Atwood zazwyczaj.

Narratorka, Iris, mocno starsza pani, wspomina swoje życie i życie swojej siostry Laury, znanej z pośmiertnie wydanej „modernistycznej” powieści The Blind Assassin. Treść tej książki jest chyba w całości wpleciona we właściwą narrację i… dla mnie stanowi najsłabszą część powieści Atwood. Podejrzewam, że z założenia miało to być nie do końca udane stylistycznie, ale po prostu bardzo mnie wynudziło.

Narracja właściwa przesuwa się od jednej rodzinnej tragedii (na samym początku ojciec ranny na I wojnie traci oko) do drugiej (matka umiera) do kolejnej i kolejnej. Mamy tu takie studium beznadziejności – nic, co bohaterki robią, nie przynosi żadnych specjalnych skutków, wszystkie działania i poświęcenia okazują się być na darmo. Nie pomaga, że Iris jest wyjątkowo bierną postacią i pozwala się przestawiać jak pionek na planszy. Laura okazuje się znacznie ciekawsza, ale często pozostaje bardziej w tle.

Książkę czytało się bardzo dobrze, ale przypomniała mi, czemu do Atwood wracam rzadko – to jednak trochę zbyt ponura literatura jak dla mnie.

(A ja sama chyba trochę lepiej wspominam Zabójcę, którego czytałam kilka lat temu, bo mnie się eksperymentalna powieść pulpowa podobała, ale poza tym się zgadzam – z oeuvre  Atwood najbardziej lubimy trylogię o MaddAddamie + ja – opowiadania.)


Nowa zaś wylosowana kategoria to KSIĄŻKA Z SUKIENKĄ NA OKŁADCE. Będzie się działo – mam wymówkę do przeczytania jakiegoś bezwstydnego romansidła.

Reklamy

Informacje o leseparatist

26 lat, nałogowa, entuzjastyczna i obsesyjna czytelniczka. To mój blog o czytaniu - eklektycznym i bezwstydnym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „6/52: książkowe zaległości

  1. Bombeletta pisze:

    Nie wiem, ale zarówno Ty jak i Żona ciągle wybieracie takie lektury, które za chwilę sama chciałabym przeczytać, a ja już nie wiem kiedy! 😀 Totalne szaleństwo 😀
    Sukienki na okładce (szczególnie te w wersji od tyłu) to są teraz wszędzie – już nawet kryminały i klasyki literatury mają sukienki – czekam na Twój wybór 😀

    • leseparatist pisze:

      Sukienka bez głowy to wiadomo, coś na każdą książkę. Ale ja już zaczęłam Meredith Duran – https://d.gr-assets.com/books/1322483030l/9759853.jpg sukienka jest. Blog, który lubię, bardzo książkę polecał, zobaczymy – ja lubię romansidła, ale rzadko trafiam na takie, które mi się spodoba.

      A czytałaś Związek żydowskich policjantów Chabona? Jeśli nie, to gorąco polecam, jest świetny. Kavalier może też przypaść do gustu (znam fanatyków), ale mnie akurat podszedł mniej.

      A Atwood cała prawie jest b. dobra, z drobnymi wyjątkami. (Życie przed mężczyzną……)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s