8/52 współczesna literatura polska

Kategoria z tego tygodnia była dość dla mnie wyczynowa – WSPÓŁCZESNA LITERATURA POLSKA to nie jest coś, do czego sama z siebie regularnie sięgam. Zdarzyło się coś przeczytać – jakiś Pilch (okropny), jakaś Bator (dobra, ale ponura), jakaś Masłowska (nawet nawet), a potem zaczyna mnie pamięć zawodzić. No z popularnej zdarzyło mi się coś przeczytać, ale to już niemal wyłącznie negatywne doświadczenia. Ale trochę to wstyd tak nie znać własnego literackiego podwórka, więc od dawna chciałam się zmotywować – spróbować właśnie Dehnela, albo innej Iwasiów. No i wreszcie zmotywowałam się.

Lala Jacka Dehnela była całkiem niezłym sposobem na bliższe spotkanie z polskim piórem współczesnym. Z początku byłam dość sceptyczna – pierwszych kilkadziesiąt stron wydawało mi się miejscami pretensjonalne, miejscami na siłę „uliteraturowione”, a metafikcja może zbyt samoświadoma. Ale siła historii i narracji okazała się większa, niż moja irytacja powodowana samą postacią autora/narratora (moment cierpienia bo Europejskie Dziedzictwo Umiera na przykład – nie wiem, czy to miał być moment humorystyczny, jeśli tak, to nie dość zasygnalizowany. A jeśli poważny, to wywróciłam oczami tak bardzo, że dostałam w nich zakwasów).

1869622Naprawdę myślałam, że będę częściej się denerwowała, i gdy myślę o książce kilka dni później, to przypomina mi się wiele takich drażniących elementów. Wierni i kochający dobrych panów choć kradnący chłopi na przykład – myślę, że za kilkadziesiąt lat takie przedstawienie będzie uważane za równie obraźliwe, jak stereotypy o skąpych Żydach czy Afroamerykanach kochających niewolnictwo. Albo ogólny snobizm. Ale jak czytałam, to nie zatrzymywałam się nad tym za bardzo, bo historie rodzinne i sama postać tytułowej Heleny, babci Jacka Dehnela, były zbyt ciekawe, zbyt wielowymiarowe. Książka pokazuje więzi rodzinne, odbrązowia naiwne przeświadczenie o odseksualnionej i świętej przeszłości, a zarazem nie brakuje w niej ani szczerych, osobistych momentów, ani poczucia humoru. Było kilka takich momentów, że wołałam do Żony (akurat zajętej czymś wymagającym jej uwagi zwykle), żeby się podzielić rozbawieniem. Na przykład „Bij polskie dziecko, Moskalu,” które ma szansę wejść do codziennego użycia. Babcia Dehnela – prawie tak postrzelona, jak moja! (Ale na pewno z ciekawszym zestawem znajomych, sądząc po intensywnym name-droppowaniu. Moja babcia miała tylko jednego męża i nie tłumaczył on Prousta.)

Jestem ciekawa, jak spodobałaby mi się fikcja Dehnela – i myślę, że po tym pozytywnym doświadczeniu, kiedyś po nią siegnę, choć może nie od razu.


No i niestety, ja miałam doświadczenie pozytywne, a Żona przeczytała książkę, której dała najniższą możliwą ocenę na goodreads… Przeklejam jej komentarz poniżej.


Kaja Malanowska wypłynęła ostatnio na fali swego wpisu o tym, jak mało zarabiają pisarze w Polsce. My akurat mamy jej książkę Drobne szaleństwa dnia codziennego jako ebooka z jakiejś promocji, więc specjalnie się do jej majątku nie przyczyniłyśmy. Może i dobrze…

8874898Główną bohaterką i zarazem narratorką Drobnych szaleństw jest Maja Murzynowska [sic], którą na początku książki dopada paskudna depresja. Nie wiemy, czemu i się nie dowiemy. Bohaterka cierpi, miota się, cierpi bardziej, miota się bardziej. Poznajemy kilkoro przyjaciół, znajomych, męża bohaterki, jej córkę, ale nie dowiadujemy się o nich zbyt wiele. Ot, są. Podobno są ważni. Czemu?

Dużym problemem jest styl: pseudo-głęboki, sypiący smętem. Chwilami miałam wrażenie, że robi się nieco lepiej, sprawniej, ciekawiej, ale zazwyczaj – mało subtelnie, naturalistycznie do przesady.

Jeśli przyjrzeć się bliżej treści, to przynajmniej miejscami jest co najmniej baffling. Otóż Maja z głębii swej depresji nie jest w stanie pracować (co nie jest dziwne) ani za bardzo funkcjonować (również nie jest dziwne). Za to biega za mężem po różnych barach (mąż też cierpi), bo inaczej przeżywa męki zazdrości. Traci pracę (znowu, niezbyt dziwne) i… nagle zaczyna co chwila podróżować. Tu Wrocław, tu jakaś wieś, tu jakieś jeziorko, tam odwiedziny u rodziców, jakaś podróż zagraniczna też chyba gdzieś się tam wplątała. W retrospekcjach dowiadujemy się, że Maja właściwie cierpi na życie od wczesnego dzieciństwa, bo rodzice ją głupio ubierali, babcia nazywała ją „szkolniakiem”, a sama wreszcie miała mocną dysleksję. Nie przeszkodziło jej to w wieku lat 14 uznać, że „ten oto chłopak będzie jej” (był to przyszły mąż, zaiste) i w wieku 19 urodzić córkę. (W chwili akcji bohaterka ma trzydzieści parę lat, córka zaś w powieści właściwie nie istnieje.)

I teraz spoilery.

Po tym, jak bohaterka przez 90% tekstu snuła się ze swoją depresją i atakami paniki, cierpiała, podróżowała, nawiedzała róznych przyjaciół a innym histeryzowała do telefonu (najlepszy przyjaciel gej o wdzięcznej ksywie Gówien), nagle jedna z przyjaciółek sugeruje, że może Maja nie ma wcale depresji, tylko głęboką obsesję na swój własny temat.

Psychiatra przyklaskuje temu pomysłowi, przepisuje odpowiednie pigułki i… szast, prast, bohaterka jest uleczona.

Tadam.

Na sam koniec pojawia się jeszcze jakiś absolutnie od czapy nieudany epizod lesbijski z przyjaciółką z internetu (naprawdę nie wiem, co to miało być) i książka się kończy.

Nie polecam. Bardzo, bardzo nie polecam. Niewiarygodnie męcząca książka.

(Żeby było śmieszniej/smutniej – książkę wybrałam dlatego, że to była akurat jedyna polska beletrystyka, którą miałam nieprzeczytaną pod ręką. Dzień po skończeniu kupiłam w promocji pełen zestaw ebooków Jacka Dehnela i Joanny Bator.)

Reklamy

Informacje o leseparatist

26 lat, nałogowa, entuzjastyczna i obsesyjna czytelniczka. To mój blog o czytaniu - eklektycznym i bezwstydnym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „8/52 współczesna literatura polska

  1. Bombeletta pisze:

    Czyli obie książki bez szału i nie ma co się rzucać 😉

    • leseparatist pisze:

      Nie, Lala jest pod wieloma względami bardzo dobra! To po prostu nie do końca moja bajka, moje pet peeves – Żonie się Lala BARDZO podobała, natychmiast chciała kupować kolejne Dehnele, a ja mam mniej cierpliwości do patosu może ;D

      Za to Malanowska chyba bardzo nie 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s