Zaległości narastają, a tu 13/52 (czyli – Książka z Afryką)

Wylosowałam KSIĄŻKĘ Z AFRYKĄ. Ciężka sprawa, bo znowu tak wiele tej literatury afrykańskiej (czy choćby z Afryką związaną) niestety nie znam, ani nie posiadam szerokiego dostępu. Ale słowo się rzekło, wylosowanie zobowiązuje.

Żona przeczytała zatem porządną Brytyjsko-Nigeryjską powieść historyczno-obyczajową, a ja poszłam na łatwiznę i sięgnęłam po powieść fantastyczną czarnej Amerykanki, mającą miejsce w alternatywnym Sudanie. Ale zacznijmy od relacji Żony.


Chimamandę Ngozi Adichie chciałam poczytać już dawno, ale w erze pr576650zed kindlem jakoś sie nie zdarzyło. Teraz jednak, dzięki dodatkowej motywacji z 52/52, sięgnęłam wreszcie po powieść Half of a Yellow Sun.

Akcja Half of a Yellow Sun dzieje się w latach 60tych w Nigerii, a wlasciwie w Biafrze – państwie, które odseparowało sie od Nigerii w 1967 roku, powodując wybuch wojny Nigeria – Biafra. Ustami swoich bohaterów Adichie krytykuje kolonialny porządek zaprowadzony w Afryce przez państwa europejskie, w wyniku którego różnorodne etnicznie (i wyznaniowo) grupy zostały wrzucone do tych samych państwowych szufladek. Historia Biafry kończy się tragicznie: trzyletnia wojna wyniszcza własciwie nierozpoznane na arenie międzynarodowej państwo, doprowadzając do ogromnego głodu i śmierci ponad miliona ludzi.

Adichie pisze o latach prowadzących do powstania Biafry i o samym konflikcie przez pryzmat doswiadczeń kilku postaci: Ugwu, młodego slużącego w domu profesora matematyki i patrioty-rewolucjonisty Odenigbo; Olanny, kochanki, a później żony Odenigbo, wychowanej w bogatej rodzinie w Nigerii; i wreszcie Richarda, Brytyjczyka zakochanego w Kainene, siostrze Olanny, próbującego napisać książkę najpierw o Nigerii, a potem o Biafrze.

Powieść wciaga, napisana jest żywym jezykiem i chce się, zeby bylo więcej i więcej o ulubionych postaciach [obie z Żoną lubiłyśmy Kainene]. Adichie świadomie przywołuje i rozpracowuje tropy pisarstwa postkolonialnego, ale Half of a Yellow Sun nie jest powieścią z tezą; można ją przeczytać po prostu dla dużej czytelniczej przyjemności.


7767021 Ja tymczasem przeczytałam powieść, którą można by chyba podejrzewać o posiadanie tezy – ale wcale mi to nie przeszkadzało. Who Fears Death to podobno pierwsza „dorosła” powieść Nnedi Okorafor, znanej z powieści młodzieżowych osadzonych w fantastycznych realiach i korzystających z afrykańskich inspiracji. Ja Okorafor znam z Akata Witch – takiego inteligentnego ale przyjemnego afrykańskiego Harry’ego Pottera – i zasadniczo widzę ciągłość między tymi tekstami. Ale do rzeczy.

Who Fears Death to tytuł i zarazem imię głównej bohaterki, Onyesonwu. Onyesonwu żyje w świecie, w którym ludzie tacy jak ona są stopniowo eksterminowani przez drugą grupę etniczną (o nie do końca jasnym i być może nie całkiem ziemskim pochodzeniu), ale wychowuje się w wiosce, która udaje, że wszystko jest w porządku w obliczu nadchodzącej nieuchronnej katastrofy. To nie koniec jej kłopotów – jest bowiem dzieckiem gwałtu – jej matka padła ofiarą należącego do tej drugiej grupy etnicznej agresora i w wyniku tegoż ataku, jako zgwałcona, została wypędzona ze swojego domu. Urodziwszy córeczkę (oczywiście o nie do końca właściwym kolorze skóry) postanawia żyć i prosi siły wyższe, by dały jej córce moce, by stała się narzędziem sprawiedliwości i zakończyła cierpienia swojego ludu. W rezultacie splotu wielu czynników (naturalnych – jeśli można w powieści fantasy mówić o czynnikach naturalnych – i mniej naturalnych) córka okazuje się być niezwykle potężna, ale jej droga nie będzie łatwa – a rozwiązanie nie będzie do końca szczęśliwe.

Powieść zaczyna się od magicznego bildungsroman (dziewczynka walczy o swoją [magiczną] edukację) a potem przechodzi w quest, w toku którego bohaterka dojrzewa do swojej mocy i zadania i stawia czoła potężnemu wrogowi i straszliwemu przeznaczeniu. Wszystko to brzmi jak dość poczytna powieść fantastyczna, ale Okorafor zgrabnie, subtelnie i umiejętnie wplątuje w to tezy – mamy więc motyw okaleczenia genitalnego kobiet (choćby i „dobrowolnego”), mamy kwestię gwałtu i ludobójstwa (i gwałtu jako formy ludobójstwa), mamy motywy środowiska (bo całość to pustynna postapokalipsa). Napisane żywym językiem i wartkim stylem (bardzo udana pierwszoosobowa narracja), bardzo wciągające. Czytałam dużo szybciej, niż sądziłam, że będę. I bardzo dobrze wymyślone (moim zdaniem) zakończenie. Wartościowa fantastyka.


No i teraz w najbliższej kolejności wrzucę podsumowanie czerwca (czytałam niewiele książek, ale za to wyjątkowo nieźle objętościowo) a potem następna w kolejności – już zresztą doczytana – KSIĄŻKA Z PRZYSZŁOŚCIĄ. No i wreszcie czas przyjdzie na doczytaną trylogię Kate Elliott, Crossroads!

Reklamy

Informacje o leseparatist

26 lat, nałogowa, entuzjastyczna i obsesyjna czytelniczka. To mój blog o czytaniu - eklektycznym i bezwstydnym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Zaległości narastają, a tu 13/52 (czyli – Książka z Afryką)

  1. Bombeletta pisze:

    Literatura afrykańska i z Afryką w tle to doskonała kategoria. Tyle do wyboru, a ja tak niewiele znam :/ Tematycznie szykuję się na rerading „Hańby” Coetzee (jaka to była boleść!, ale warto) i poznanie „Zulu” – thrillera z akcją w RPA. A do tego i Twoja powieść i Żony brzmią co najmniej godnie – chce się przeczytać 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s