wesoły nam dzień dziś nastał czyli wreszcie: 9&11/52

Zabierałyśmy się jak sroka za morze (bo nawet sójka miałaby chyba większą szansę na finalizację planów), ale wreszcie spisałyśmy myśli na temat 9 i 11 pozycji z 52/52. Była to EPIC FANTASY i KSIĄŻKA LUBIANEJ AUTORKI. Przeczytałyśmy razem dwa pierwsze tomy cyklu CROSSROADS Kate Elliott – a potem poprawiłyśmy ostatnim tomem trylogii. Nasze wrażenia, po części w formie dialogu, poniżej.

Kate Elliott: Crossroads 1-3, trylogia epic fantasy, 2006-2009.

20140713-014

Krótko mówiąc?: nie da się ująć zbyt krótko! Ta trylogia to, w zależności od wydania, prawie dwa tysiące stron (i niektóre z nich zapisane są dość drobną czcionką). Szereg postaci (pozytywnych i mniej) kilka różnych kultur i krain – jedynym rzeczywistym ograniczeniem dla akcji jest czas – główna fabuła ma miejsce na przestrzeni roku czy dwóch, tylko epilog, prolog i retardacje sięgają kilkudzieścięciu lat dalej.

O czym?: O migrantach, starciu dobra i zła (jak to w epic fantasy), dojrzewaniu, społecznej pozycji kobiet, niewolnictwie, rasizmie, przemocy i kolonizacji.

Dłużej mówiąc?: Pierwszy tom zaczyna się od dwóch (relatywnie równoległych) wątków. Jeden z nich opowiada o Jossie, wyjątkowo atrakcyjnym z twarzy (choć nieco nadmiernie alkoholizującym się) „ryfie” (por. szeryfie) zajmującym się lataniem na (a nawet pod) wielkim orłem. Joss i inni ryfowie (i ryfki ;)) są w trudnej sytuacji – powinni latać po całym kraju (w krainie zwanej Hundred) i pomagać w zachowaniu pokoju, ścigać kryminalistów, rozsądzać spory – ale coraz więcej miast i wsi odmawia przyjęcia ich pomocy i uznania ich autoryteti. W kraju dzieje się źle, panoszy się przemoc, a tajemnicza armia sieje zniszczenie. Co gorsza, być może niektóre klany ryfów również przeszły na złą stronę…

Drugi wątek opowiada o Mai, pięknej najstarszej córce lokalnego wielmoży w mieście Kortu, podbitym przez obcą cywilizację – Qinów. Mai pracuje handlując owocami na targu, ale już wkrótce ma wyjść za mąż za wybranego przez rodzinę chłopca. Nim zdąży do tego dojść, o jej rękę prosi lokalny dowódca Qinów, Anji – i są to oświadczyny nie do odrzucenia. W toku książki Mai, jej mąż Anji i ich towarzysze podróży dotrą do Hundred i ich losy okażą się splecione z losami Jossa.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze polityka i konflikty między państwami (wśród których Hundred jest zasadniczo najbardziej zapomnianą krainą na skraju mapy), religiami (poszczególne postaci reprezentują najróżniejsze religie z odmiennymi podejściami do pozycji kobiet, seksualności, duszy itp.), grupami etnicznymi wewnątrz państw i frakcjami wewnątrz tychże.

I nawet nie zacznę tłumaczyć, jak do tego dochodzi element fantastyczny (Strażnicy! Na wielkich skrzydlatych koniach! Z mocami!)

Leseparatist: I jakie masz wrażenia po przeczytaniu całej trylogii?

Żona: Anji był chujem. Było bardzo ciekawe, i z tomu na tom coraz lepsze, chociaż momentami trochę się rozjeżdżało.

Leseparatist: Widzę, że starasz się być bardzo szczegółowa 😛 Ja miałam trochę ten sam problem, co z pierwszym tomem Spiritwalkera Elliott – powieść wydawała się potwornie długa zanim za wiele się zadziało. No i były takie wątki, w które średnio się wciągnęłam. Ale to, co było wciągające, było na tyle ciekawe, wciągające i dobrze napisane, że w zupełności wynagrodziło mi słabsze momenty – i miało świetne, przejmujące, emocjonalnie satysfakcjonujące zakończenie. Bardzo podobało mi się też chociażby, że w cyklu było tak wiele kultur – i tylko jedna z nich, i to ta najbardziej marginalna, była biała.

Żona: I ta biała była przez prawie całą resztę uważana za demoniczną ;D

Myślę, że pierwszy tom był w dużej mierze taką rozbiegówką – to nie znaczy, że nie czytało się go dobrze, ale zwłaszcza patrząc z perspektywy całości, wydaje się, że autorka jeszcze w chwili pisania nie wszystkie rzeczy miała przemyślane i rozpracowane. Weźmy na przykład Strażników – w pierwszym tomie to tajemnicze, mityczne byty, o których nikt nic nie wie… Po czym się okazuje, że wszyscy w Hundred znają historię o Strażnikach, piosenki, i tak dalej.

Ale w pierwszym tomie w ogóle nikt nic o niczym nie wie 😉

Leseparatist: To było troszkę przesadne zresztą. W Cold Magic problemem był infodump, tutaj miałam nadzieję, że infodump nadejdzie i nie nadszedł, czułam się miejscami mocno zagubiona. Ale wiem, że to było dość celowe, czytelnik miał się znaleźć niespodziewanie w samym środku akcji. Czytając tę epicką – pod każdym względem – powieść, nasuwało mi się na myśl dość mocno porównanie z Pieśnią Lodu i Ognia / Grą o Tron. Między cyklamiMartina i Elliott można znaleźć szereg podobieństw – ogromny kraj w narastającej rozsypce. Mrok i przemoc. Kolonializm. Niewolnictwo. Przepowiedziany legendą zbawca. Nie mówię, że wszystko było podobne, są spore rozbieżności – Martin jest jednak bardziej wartki i wciągający + ma bardziej wielowarstwową „wielkoobrazową” perspektywę, ale za to Elliott pisze odpowiedzialnie – akcje mają rzeczywiste konsekwencje, nie ma taniego sensacjonalizmu, no i mamy zarówno pozytywne postaci jak i postaci, które usiłują sobie poradzić ze światem, w którym przyszło im żyć. No i nie jest tak, że w zasadzie wszystkie punkty widzenia są „z góry” – pojawia się większy przekrój, ale zasadniczo większość bohaterów to odpowiednik klasy średniej.

Żona: Jest też gritty, nieprzyjemnie, postaci giną, wojna przechodzi przez kraj, ludzie głodują… Ale nie ma taniego wykorzystywania przemocy dla sensacji (i jest 95% mniej gwałtów).

Emocjonalnym centrum opowieści jest chyba Mai (co najlepiej widać w trzeciej części), co jest ciekawe, bo Mai pozostaje trochę na brzegu zdarzeń – ma siedzieć bezpieczna w kolejnych lokalizacjach, podczas gdy Anji ratuje kolejne miasta Hundred przed zniszczeniem w wojnie domowej. Drugim takim centrum, tylko bardziej mobilnym, jest Joss, który niestety nie do końca działa jako postać. Być może byłoby lepiej, gdyby czytelniczka za każdym razem nie dostawała o nim trzech informacji: (1) jest bardzo przystojny, (2) ma problem z alkoholem, (3) śpi ze wszystkimi kobietami, które spotyka. Dodatkowo: (4) Joss ma orła i (5) traumę po tym, jak dwadzieścia lat wcześniej zginęła jego ukochana, ryfka Marit.

(Marit słabo zeskanowane ebooki przerabiały na „Mark”, więc śmiałyśmy się, że największą love story cyklu jest opowieść o Jossie i Marku.)

Leseparatist: Nie powiedziałabym, że 95%, raczej 80, ale te gwałty są nie bez powodu i mają rzeczywiste konsekwencje. Można by pokusić się o porównanie Mai/Anji z Daenerys/Drogo i widać wtedy szereg różnic – począwszy od gwałtu i skrajnej nieletniości w przypadku Martina, poprzez brak niezdrowej egzotyzacji i odczłowieczania postaci niebiałych u Elliott, aż po fakt, że Mai się rozwija i dojrzewa w powieści. W ogóle postać Mai, jako handlarki – dyplomatki – polityczki pokazuje, o ile ciekawsze i jak bardzo inne są przybierane przez Elliott perspektywy. Zasadniczo dużo chętniej czytałam u niej relacje między postaciami / politykę / mitologię niż bitwy i wojnę.

Ale postaci to i mocna i słaba strona powieści – Mai jest świetna, ale żałuję, że nie było więcej niektórych innych postaci kobiecych. I że nie było innych postaci kobiecych zamiast niektórych mniej interesujących bohaterów. I że niektóre wątki trochę tak się zgubiły i nigdy nie dostały więcej zakończenia – jakieś miały, ale wolałabym więcej i głębiej. To teraz powiedz mi, co sądzisz ogólnie na temat twórczości Elliott po lekturze dwóch cykli?

Żona: No właśnie jakoś wyjątkowo wielu tam się plątało facetów, i niektórych naprawdę po razie było już za dużo… Choćby w pierwszym tomie ten taki zły ryf (który na szczęście później już nie wraca). Co nie znaczy, że wielość perspektyw nie działała na korzyść książki.

Co sądzę ogólnie o Elliott? Lubię rozmach, lubię budowanie świata, lubię jej postaci kobiece i ilość postaci nie-białych tudzież różnorodność kulturową jako taką. Spiritwalker był chyba trochę bardziej dopracowany i przez to też bardziej udany, ale Crossroads ma po swojej stronie rozmach i rozmaitość perspektyw. Taki drobiazg – w Spiritwalker Elliot wpisała sobie możliwość przeskoczenia wielu miesięcy w akcji poprzez wysłanie bohaterki do świata duchów, w Crossroads nie miała takiej możliwości, a czas akcji trochę się rozjeżdżał (w pewnym momencie nie wiadomo, czy coś trwa kilka miesięcy czy tygodni).

Leseparatist: No dla mnie była to świetna lektura na czerwiec, taka wciągająca i ciekawa, lekka i angażująca. No i obudziła mi głód takich obszernych książek z rozmachem, poostrzę sobie teraz zęby na jakąś kolejną serię, tylko jeszcze nie wiem, co. I zdecydowanie zachęciło mnie to a) do czekania na przyszłe serie wydawnicze Elliott (w przyszłym roku czeka nas zbiór opowiadań i kto wie, czy nie dwie różne powieści, jedna dla młodzieży, jedna dla dorosłych) i b) do spróbowania wcześniejszych książek Elliott.

Żona: Wiesz, że jedna z wcześniejszych serii Elliott ma SIEDEM TOMÓW? [Ta jedyna wydana w Polsce.]

Leseparatist: Wiem… raczej zaczniemy od tej niedokończonej czterotomowej, Jaran prawda? Mamy kupiony już pierwszy tom w ebooku.

Żona: Czasami trochę mnie przerażasz. Czytaj lepiej tę Azję.

Leseparatist: Najzabawniej to byłoby, jakby Elliott się zdecydowała pisać tę kontynuację…


Tymczasem w następnej kolejności przeczytałyśmy KSIĄŻKĘ Z IRLANDIĄ i KONTROWERSYJNĄ KSIĄŻKĘ i teraz czytamy KSIĄŻKĘ Z AZJĄ. Relacje… kiedyś, powoli, bo właśnie wyjeżdżam do Gdyni, a potem komputer wyjeżdża do serwisu. Żal i smutek.

Reklamy

Informacje o leseparatist

26 lat, nałogowa, entuzjastyczna i obsesyjna czytelniczka. To mój blog o czytaniu - eklektycznym i bezwstydnym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „wesoły nam dzień dziś nastał czyli wreszcie: 9&11/52

  1. Girl pisze:

    WOOO ELLIOTT!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s