Urlopowe czytanie

Pierwszy kawałek urlopu spędziłam na rodzinnej wizycie w Gdyni. Rano wahałam się jeszcze, co wziąć do czytania na podróż – co prawda większość dylematu znika dzięki kindle’owi, bo biorę na nim kilkadziesiąt nieczytanych książek i tak czy owak – coś dla siebie znajdę – ale lubię podjąć decyzję, co będę czytać wcześniej. Zabrałam jedną książkę na papierze, Where the Girls Are,  o mass mediach w czasach młodości pokolenia baby boomers (Amerykanów urodzonych między 1946 a 1964) – i wciąż wahałam się, co oprócz tego będę czytać lekkiego.

Warto tu w ramach wstępu powiedzieć jedno – na co dzień nie czytam za wielu romansideł. Z reguły jest tak, że czytam różne rzeczy, lżejsze i mniej – aż nadchodzi moment, gdy skuszę się na romansidło. I jeśli jest słabe, to je przeczytam i wrócę do innych rzeczy. Ale jeśli jest naprawdę dobre, to czasami następuje czytelnicza hulanka, z której budzę się tydzień albo dwa później, wymęczona, z kilkoma romanidłami na koncie i moralnym kacem – mogłam w tym czasie czytać Prousta (nie czytałabym, ale MOGŁAM).

Podróż zaczęłam ambitnie, dwa rozdziały non-fiction, a potem włączyłam Kindle’a i dostrzegłam, że kiedy złapałam na nim na chwilę internet, pojawiło się coś nowego… zamówiony przeze mnie niedługo wcześniej w przedsprzedaży najnowszy tom cyklu Brothers Sinister Courtney Milan.

Historyczne romansidło, na które czekałam z zapartym tchem, właśnie się ukazało. Właśnie przyleciało na mój czytnik i kusiło.

Tak oto rozwiązał się mój dylemat.

Brothers Sinister zaczyna się znakomitą novellą The Governess Affair, dostępną za darmo na Amazonie. Polecam ją gorąco – to taki wstęp, a zarazem próbka tego, jak potrafi pisać Courtney Milan. Jest romans, jest dowcipny dialog (śmiałam się kilka razy pod nosem ale niepowstrzymanie), są uroczy protagoniści, których nie sposób nie polubić. Ta novella kilka miesięcy temu złamała mój ponadroczny post związany z romansidłami i opisałam ją już tutaj. Wszystkie części warte są przeczytania – może najmniej tom pierwszy, ale drugi i trzeci jak najbardziej. Niemniej jednak, to właśnie czwarty tom, The Suffragette Scandal, zupełnie mnie zaskoczył tym, jak bardzo mi się podobał.

The Suffragette Scandal (Brothers Sinister, #4)W ostatnim tomie cyklu o leworękich braciach (krwi i nie krwi), Milan poświęca uwagę siostrze, Frederice, przez bliskich nazywanej znacząco „Free”. Frederica jest sufrażystką (a nawet sufrażetką) i niezależną kobietą w czasach, gdy… gdy pod pewnymi względami było zupełnie inaczej, a pod pewnymi – zaskakująco podobnie. Dzięki spadkowi Frederikę stać na założenie własnej gazetki, którą wydaje i do której pisuje. Gazetki przez kobiety – dla kobiet – o kobietach, gazetki rewolucyjnej. Jak można się domyślać, nie budzi to powszechnego zachwytu – Frederica ma groźnych wrogów, ludzi, którym zależy na tym, by kobiety nie wychylały głów i nie domagały się praw wyborczych. I jeden z jej wrogów nie zawaha się przed niemalże niczym, by ją upokorzyć i zniszczyć jej marzenie.

Męskim bohaterem tomu jest Edward, dziedzic fortuny i tytułu, dawno temu okrutnie ukarany za dobry impuls serca – stanął w obronie biednych pracowników swojego ojca, który za karę zesłał go za granicę do pracy fizycznej. Praca fizyczna okazała się być całkiem w porządku, niestety, w to wszystko wplątała się wojna na kontynencie. Bohater nosi blizny fizyczne i psychiczne, jak to w romansie często bywa. A że osoba, która tak nienawidzi Frederiki, to ta sama osoba, która naraziła go na śmierć… Bohaterów połączy wspólny cel.

Milan wykorzystuje motywy znane już z jej wcześniejszych powieści (co zresztą, dowcipnie i samoświadomie, zauważa jedna z powracających z poprzednich tomów postaci). Mamy tu motyw braci rodzonych i braci z wyboru, poczucia winy z uwagi na złe czyny krewnych, drugoplanowy wątek romantyczny bardziej „skandaliczny” niż ten pierwszoplanowy (i jak mnie to cieszyło!) – ale wszystkie te składniki, choć nie korzystała z nich pierwszy raz, tutaj wykorzystane były chyba najlepiej. Ta powieść zachowuje idealne proporcje. Jest urocza, romantyczna, seksowna i dowcipna. Tylko ten dowcip jest miejscami może trochę przesadzony – postaci tak ze sobą dowcipnie flirtują, jakby zrobiły ze dwa kursy w temacie – ale można na to przymknąć oko i zawiesić niewiarę. To w końcu romans.

Frederica to świetna bohaterka romansu, najlepsza, jaką do tej pory Milan napisała. Jest inteligentna i niezłomna i choć ma też chwile słabości, to nie pozwala tej słabości, by ją definiowała. Nie dotrzymuje bohaterowi kroku, zmusza go, by to on dotrzymywał kroku jej. Jej feministyczne przemówienia były poruszające, jej cele mądre. W przeszłości Milan nie zawsze dawała radę z pisaniem przyjaźni między kobietami, tutaj – udaje jej się to znakomicie, bohaterka ma przyjaciółki i współpracownice i wspierają się one i rozmawiają o pracy. A podczas dyskusji, gdy Free zbijała argumenty „cynicznego” Edwarda, tłumaczącego jej, że jej walka jest słuszna, ale skazana na porażkę, miałam ochotę ją uściskać. Free nie pozwala na mansplaining.

Edward również był całkiem udany – jak na ponuro zadumanego głęboko zranionego i obdarzonego niskim poczuciem wartości ideała. Oczywiście główny konflikt romantyczny to w romansach historycznych dość często autosabotaż, ale Milan napisała Edwarda zarówno z poczuciem humoru jak i w sposób, który naprawdę pozwala mu współczuć i go lubić.

Dla znających cały cykl, dodatkową radość stanowiły sceny z bohaterami wcześniejszych tomów, ale bez tej znajomości też można przeczytać. I warto – jeśli ktoś lubi takie książki, to ta jest idealnym egzemplarzem gatunku. A jeśli ktoś nie lubi, to ona jest tak dobra, że i tak może się spodobać. Mamy ciekawe tło historyczne, mamy pozytywne postaci z różnych grup społecznych, mamy postaci nieheteroseksualne. Dawno nie czytałam żadnej książki tak entuzjastycznie. Gorąco polecam – idealna książka na lato. Trzeba tylko ostrzec, że grozi natychmiastowym uzależnieniem – ja po lekturze natychmiast przeczytałam trzy inne, starsze powieści Milan, a Żona – namówiona przeze mnie podstępnie – zabrała się za poprzednie tomy cyklu.

(Już za miesiąc następny / ostatni tom, mikropowieść. Z bohaterką, która nie jest biała. Już nie mogę się doczekać.)

Reklamy

Informacje o leseparatist

26 lat, nałogowa, entuzjastyczna i obsesyjna czytelniczka. To mój blog o czytaniu - eklektycznym i bezwstydnym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Urlopowe czytanie

  1. Girl pisze:

    Ej, pierwszy tom jest spoko, Robert jest tak uroczo socially awkward (IT’S YOUR TITS).

    Najgorsze, że po trzecim chyba jadę z powrotem w czwarty ;_;

    ❤ ❤ ❤

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s