20/52 – re-reading guilty pleasure z młodości

GUILTY PLEASURE Z MŁODOŚCI (20/52)

Na tę kategorię – grzeszne przyjemności! re-reading! coś ciut wstydliwego! co nieco się szykowałam i gdy nadeszła ona, od razu wiedziałam, po co sięgnę. Powieść, którą z wypiekami (a czasami z niedowierzaniem, z irytacją, z niecierpliwością – ale głównie jednak z wypiekami) czytałam jako gimnazjalistka bodajże.

Dolina koni autorstwa Francuzki Jean Auel, tym razem – czytana po angielsku.

Cykl powieściowy Auel, zapoczątkowany Klanem niedźwiedzia jaskiniowego doczekał się sześciu tomów. Pierwszy raz dorwałam się do cyklu nie po kolei i było to chyba dobre – bo Klan zwyczajnie nie jest specjalnie przyjemną lekturą. Dużo lepiej prezentuje się właśnie The Valley of Horses, kontynuacja, w której bohaterka nie jest już dzieckiem i nie otaczają jej neandertalczycy. Ale wybiegam przed szereg. Konie wspominałam bardzo dobrze z młodości (choć oczywiście czytałam je świadoma wątpliwych wartości literackich). Dalsze tomy były nieco mniej przyjemne, choć trzeci i czwarty jeszcze w miarę. Piąty szczerze mnie jednak wymęczył, a szósty – czytany już na bieżąco, niedawno, gdy został wydany – stanowił co prawda pewną poprawę, ale był jednak mniej grzeszny i przyjemny, a bardziej dojrzały (co pod pewnymi względami wyszło mu nad dobre, pod innymi – mniej).

Po tym przydługim wstępie przedstawiam:

indeksDolina koni to dalszy ciąg losów Ayli, kobiety Cro-Magnońskiej, którą w dzieciństwie adoptowali neandertalczycy. Po wielu perypetiach (opisanych w Klanie) Ayla zostaje z klanu ostatecznie wygnana. Neandertalczycy traktują takie wygnanie jak wyrok śmierci, ale przemyślna Ayla wie, że ma szansę na przeżycie. Jej nowym celem staje się odnalezienie ludzi takich, jak ona – Innych – i w szczególności, znalezienie partnera, który dzieliłby z nią życie.

Dolina koni opowiada o dwóch mniej-więcej równoległych wątkach. Pierwszy z nich to losy Ayli od wygnania: znajduje ona tytułową dolinę, gdzie zapuszcza korzenie, odkrywa krzemień, oswaja konia i lwa jaskiniowego i zasadniczo całkiem nieźle jej się wiedzie (choć męczy ją dojmująca samotność). Zasadniczo jedyną rzeczą, której nie odkrywa, jest niestety masturbacja.

Wątek ten czyta się świetnie. Wiadomo, konieczne jest zawieszenie niewiary, bo Ayla to taki prehistoryczny McGyver, który z kawałka trawy, zwierzęcej kości, odrobiny krzemienia i skóry zbudowała pierwszy komputer (być może przesadzam na potrzeby porównania, ale niewiele), ale opisy prehistorycznych stepów Ukrainy, roślinności i zwierząt i świata pełnego miejsc naprawdę nietkniętych stopą człowieka – a nawet nieznanych jego oku – świata, w którym zwierzęta żyją obok człowieka, w którym rytmy przyrody są dla człowieka surowymi sędziami – stanowi rzadką przyjemność.

Drugi wątek jest niestety dużo mniej interesujący – towarzyszy on Jondalarowi, przyszłemu ukochanemu Ayli, który wraz z bratem przemierza stepy w poszukiwaniu ujścia Dunaju, a po drodze – seksi się z kim popadnie, a właściwie z którą popadnie. Jondalar obdarzony jest magicznym, tańczącym penisem, a opisy jego przyrodzenia i jego seksowności musiały Auel sprawiać naprawdę dużo przyjemności. Niestety, mnie sprawiały jej mniej.

Gdy losy bohaterów wreszcie się przecinają, nie jest wiele lepiej. Pojawiają się odwiecznie irytujące wątki błędów w komunikacji (bohaterowie kochają się i chcą, ale każde jest przekonane, że to drugie jest niezainteresowane). Do tego cały feministyczny motyw arbitralności ról płciowych i samowystarczalność Ayli okazują się warte funta kłaków – Ayla przyjmuje wobec Jondalara postawę na poły służalczą, a narracja wydaje się to pochwalać. Ayla to bowiem kobieta idealna – rozdziewiczona, ale zarazem nieznająca przyjemności seksualnej, zawsze gotowa zaspokajać bohatera, zawsze gotowa go słuchać i podążać za jego przykładem, wdzięczna i niewiele oczekująca. Jedyny konflikt, na który sobie pozwala, to jej sprzeciw wobec gatunkizmu bohatera, gdy uważa on neandertalczyków za zwierzęta, a nie inną ludzką cywilizację.

Wadą powieści jest bez wątpienia jej nierówna jakość i długość – tę samą fabułę można by z łatwością przedstawić na 300 stronach mniej. Niemniej jednak – ku swojemu zaskoczeniu – wątki survivalowe (jak przetrwać polując i zbierając, jak znaleźć dobre miejsce do życia) wciągnęły mnie niezmiernie. Czytałam te – zapewne dla wielu czytelniczek i czytelników nudnawe – opisy z wypiekami, których sceny erotyczne zdecydowanie u mnie nie wywoływały.

Myślałam, że nawet zabiorę się potem po tych Mamucich łowców, czyli tom 3, ale na razie jestem zawalona i czytam co innego, i robię co innego. Cóż, na wszystko przyjdzie czas 😉

 

 

Reklamy

Informacje o leseparatist

26 lat, nałogowa, entuzjastyczna i obsesyjna czytelniczka. To mój blog o czytaniu - eklektycznym i bezwstydnym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „20/52 – re-reading guilty pleasure z młodości

  1. Girl pisze:

    To teraz napisz o Outlanderze i porównaj 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s