10 a nawet 14 książek

No otagowano mnie cztery albo pięć razy, więc w końcu się złamałam i skompilowałam. Kolejność na tyle chronologiczna, na ile pamiętam. Książek można by jeszcze wymieniać i wymieniać (no a Mała księżniczka? A co z Jeannette Winterson? A gdzie miejsce dla Anny In w grobowcach świata? Przeminęło z wiatrem? Sarah Kane i Jądro ciemności? Wiwat aspidistra, która mnie politycznie uwrażliwiała (bardziej niż 1984 i Folwark zwierzęcy razem wzięte)? Albo „zwierzęce” powieści Karpowicza i Curwooda (Szara wilczyca <3)? Można by te lektury mnożyć w nieskończoność, ale na czymś poprzestać trzeba. A zatem…

1. Najważniejsza książka mojego dzieciństwa to bez wątpienia Astrid Lindgren i jej Ronja, córka zbójnikaCzytałam ją milion razy i myślę sobie czasem, że moi rodzice nie mieli za wiele czasu na wychowywanie mnie (zwykle określam to z mamą tak – ja byłam grządką podlewaną, ale niepieloną) to takie książki robiły to za nich. Zapewne można by się doszukiwać w niej i mojej lewicowości (dzielenie się jedzeniem, głód) i feminizmu (Ronja powinna móc być następczynią ojca!). Język, ilustracje, wszystko było w tej książce perfekcyjne. Kocham ją do dziś.

2. Roald Dahl, Jakubek i brzoskwinia olbrzymka – jedna z pierwszych niesamowitych opowieści, które czytałam kilkanaście (może kilkadziesiąt) razy. Dahl to była też lektura sprzedana mi przez tatę, który zabrał mnie na Czarownice do kina (miałam potem koszmary tygodniami, dobre rodzicielskie zachowanie) i kupił mi Wielkomiluda. Ale nic nigdy nie podobało mi się tak bardzo jak Jakubek, groteskowy i bachtinowski. Niegrzeczność, zupełny brak powagi. I te straszne ilustracje. (Druga książka podobnie zapamiętana to Baśnie z ulicy Brocka, pamięta ktoś? Czaderskie były ;))

 

3. Lucy Maud Montgomery, nie wiem w sumie, czy bardziej Pat, Emilka czy Joanna / Valency z Błękitnego zamku. Ale nie Ania, Ania po Pat i po Emilce była troszkę zbyt „specjalna” dla mnie, zbyt urocza, zarazem zbyt niegrzeczna i grzeczna… Za to Pat była tak ciepłą i dobrą książką, że ❤

4. Orson Scott Card, Mówca umarłych – autor jest okropny, ale w tej książce było mnóstwo przesłań, które bardzo do mnie trafiały i dały mi do myślenia – o tym, jak poznanie i zrozumienie bliźniego wiąże się z miłością, takie tam. Poza tym czytałam to do około 3 nad ranem, na 8 miałam do szkoły, i przy okazji płakałam tak bardzo, że dostałam bólu głowy

5. Terry Pratchett, Świat dysku (całokształt) – przemawiający do mnie etycznie jak mało która „poważniejsza” książka, humanistyczna i pełna zrozumienia. Gdybym miała wybrać jeden tom z „wpływem”, to pewnie wcale nie byłby to jeden z lepszych (Night Watch ♥), tylko właśnie jakieś Rincewindy z ich zrozumieniem dla słabości i tchórzostwa.

6. Daphne du Maurier, Rebeka – zrobiła na mnie niesamowite wrażenie i wielokrotnie ją od tamtej pory przypominałam sobie. Gotyk, klimat, język – i jakieś takie przeczucie zakazanej seksualności. (Wydanie, które czytałam, było tak stare, że nie miało okładki i nie mam pojęcia, jak na nie trafiłam i czemu wzięłam je zupełnie przypadkiem z biblioteki. Ale podczas lektury przypomniałam sobie, że w dzieciństwie, lata wcześniej, widziałam film (telewizyjny, nie kinowy), z którego pamiętałam TYLKO scenę konfrontacji z Panią Danvers. To się nazywa wrażenie!)

 

7. J. K. Rowling, Harry Potter i … – sam cykl niekoniecznie, ale środowisko i wszystko co związane zmieniły mi światopogląd, poprzestawiały priorytety i pozwoliły znaleźć ujście dla buntu ;D Pierwsze dwa tomy przeczytałam w jedno popołudnie / wieczór. Wróciłam ze szkoły, zaczęłam czytać tom 1, wstałam po paczkę landrynek, wróciłam zjadłam całą paczkę i doczytałam do końca tomu 2.


8. Neil Gaiman, Sandman: Zabawa w ciebie – dawka wszystkiego, co zakazane, queerowy i brutalny i przewrotny, komiks czytany w księgarni pokątnie, bo żal mi było pieniędzy na bardzo drogie wydania (plus strach było trzymać w domu, raczej nie spotkałoby się ze zrozumieniem). Też jakoś tak trafiało mi we właściwe miejsce.

9. Zadie Smith, Białe zęby (całość) i Łowca autografów (prolog) – scementowały podejście do literatury i preferencje, podejrzewane od czasów Pratchetta – prawdziwie wielkie wrażenie robią na mnie tylko autorzy, w których twórczości wyczuwam miłość do ludzi. A Łowca autografów pomagał mi radzić sobie z własną żałobą po śmierci ojca, bo czytałam go (drugi raz, po angielsku) akurat niedługo po jego śmierci.


10. Toni Morrison, Beloved – cios w miękkie, poezja i piękno i myślenie o odpowiedzialności. W zasadzie sama dedykacja potrafi mnie przyprawić o łzy. Książka, której lektura boli, ale którą powinien przeczytać każdy.

Świat Bez Kobiet. Płeć w Polskim Życiu Publicznym - Graff Agnieszka

11. Agnieszka Graff, Świat bez kobiet – ujęcie w słowa różnych rzeczy, o których myślałam, ale nie potrafiłam przeformułować, zwrócenie mi uwagi na rzeczy, których nie zauważałam i zadziałanie mi na nerwy rzeczami, z którymi się nie mogłam zgodzić.

12. Judith Butler, Excitable Speech – wolność słowa, odpowiedzialność za słowa, to co słowa z nami robią. Dzięki tej powieści przemyślałam swoje poglądy i trochę je zmieniłam, trochę doprecyzowałam, trochę scementowałam. (A na drugim miejscu chyba Precarious Lives, za projekt etyczny i taką filozofię, którą mogę docenić.)


13. Alice Munro, Dear Life: Stories – książka, do której wiem, że będę wielokrotnie powracać. O starości, żałobie, pamięci, miłości. Mądra, ciepła i tak bardzo do mnie trafiająca.


14. Alison Bechdel, Fun Home: A Family Tragicomic – poruszająca medytacja na temat miłości, rodziny i tożsamości, a do tego napisana dowcipnie, literacko i z pazurem (i tak też narysowana). Na koniec listy powrót do poruszających dla mnie tematów żałoby, lesbijskości i literatury. Autobiografia literacka, która musi trafić do miłośników i miłośniczek literatury.  A zarazem autentycznie poruszająca historia. Moje najnowsze odkrycie.

Jeśli ktoś jeszcze nie zrobił i chce się podzielić, to zapraszam 😉

Reklamy

Informacje o leseparatist

26 lat, nałogowa, entuzjastyczna i obsesyjna czytelniczka. To mój blog o czytaniu - eklektycznym i bezwstydnym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „10 a nawet 14 książek

  1. Bombeletta pisze:

    Zakochałam się w Twojej liście ❤ "Beloved" – cudowna! "Drogie Życie" Munro czeka na półce i właśnie podskoczyła wysoko na liście "do przeczytania". Zadie Smith uwielbiam i koniecznie muszę przypomnieć sobie "Białe zęby", bo pamiętam moje zachwyty sprzed lat. No i "Rebeka" – ją nadgryzę niebawem, tak sądzę 🙂
    Cieszy mnie Astrid Lindgren, która tak często pojawia się w zestawieniach 🙂 Co prawda dla mnie najważniejsze były "Dzieci z Bullerbyn" (bo to pierwsza ukochana książka), ale wkrótce dołączyły przygody Madiki z Czerwcowego Wzgórza ❤

    • leseparatist pisze:

      Dziękuję! Najpierw myślałam, że trudno mi będzie skompletować tyle tytułów (bo dużo czytam, ale niekoniecznie czuję się potem „odmieniona”), a potem nie mogłam przestać i nie dałam rady ograniczyć się do 10.

      Myślę, że „Rebeka” może Cię zainteresować, to taki specyficzny gotyk, a do tego ta angielskość w nim. W film (Hitchcocka) widziałaś?

      „Dzieci z Bullerbyn” to absolutna klasyka, ale to Ronję sczytałam do porwanej okładki, to był jakiś wyższy poziom kultu ;D

      Ja w ogóle kocham Munro, a „Drogie życie” jako zamknięcie twórczości (bo oświadczyła, że idzie po tej książce na emeryturę! :() jest dla mnie tak cudowne.

      (A Alison Bechdel właśnie została tegoroczną laureatką MacArthur Fellowship! Jestem pełna satysfakcji.)

  2. Jak mię cieszy, że ktoś w tym zestawieniu wymienił coś Scotta Carda (choć zgadzamy się chyba wszyscy, że to okropny autor, hehe 🙂
    Oraz że z twórczości Astrid są też tacy bardziej stawiający na Ronję (rozpadłą i u mnie) choć bardziej jeszcze wytarci są Bracia Lwie Serce.
    Ciekawe, że całkowicie zapomniałam o Graff, pierwszej takiej pozycji uświadamiającej mój kobiecy los in spe, czyli istotnej. Bo może bym wpisała też.
    (Trafiłam via miłość po 30, by the way 🙂
    Pozdrawiam

    • leseparatist pisze:

      Raz skomentowałam ale już któryś raz ktoś po tamtym linku tu trafia! To w sumie miłe 😉

      Autor z okropnymi poglądami i działaniami, ale nie mam wątpliwości, że Mówca umarłych musiał się na tej liście znalazł. Ta książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie, dawno temu.

      Pozdrowienia również! 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s